|
Danuta Wawiłow ur. 1942 r. Urodziła się 14 kwietnia 1942 r. Poetka, prozaik, tłumaczka prozy i poezji rosyjskiej oraz radzieckiej.
Debiutowała w 1957 r. jako tłumaczka z języka rosyjskiego na łamach "Świata Młodych". Napisała wiele słuchowisk radiowych i baśni, m. innymi poetycką baśń dla teatrów lalkowych "Spotkamy się w Łazienkach" (1981) oraz zbiór wierszyków i piosenek ludowych pt. "Idzie rak nieborak" (1981).
Interesuje się poetycka twórczością małych dzieci. Odnajduje w niej źródło poznania świata doznań dziecka i inspirację do własnej twórczości, którą jest bezpośredni kontakt z dzieckiem. Korzysta z jego twórczości literackiej, powstającej w trakcie zabawy, z piosenek, wyliczanek, zgadywanek, ze słowotwórczej inwencji dziecka.
Tworzy również pisane wierszem baśnie fantastyczne nawiązujące do nastroju i postaci dawnej baśni, ludowych opowieści.
¬ródło: Nowy słownik literatury dla dzieci i młodzieży, Wiedza Powszechna, Warszawa 1984
Niektóre utwory dla dzieci: Rupaki, I wyd. 1977 Strasznie ważna rzecz, 1978 Czupiradło, 1977 Nic się nie stało, 1978 Daktyle, 1980 Bajka o Królewiczu, Kalejdoskopach i Babie, 1980 Szybko
Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj! Szybko, szybko, stygnie kawa! Szybko, zęby myj i ręce! Szybko, światło gaś w łazience! Szybko, tata na nas czeka! Szybko, tramwaj nam ucieka! Szybko, szybko, bez hałasu! Szybko, szybko, nie ma czasu!
Na nic nigdy nie ma czasu
A ja chciałbym przez kałuże iść godzinę albo dłużej, trzy godziny lizać lody, gapić się na samochody i na deszcz, co leci z góry, i na żaby, i na chmury, cały dzień się w wannie chlapać i motyle żółte łapać albo z błota lepić kule i nie spieszyć się w ogóle
Chciałbym wszystko robić wolno, ale mi nie wolno
Wędrówka
Pewnego dnia wyjdę z domu o świcie, tak cicho, że nawet się nie zbudzicie.
I pójdę, i będę wędrować po świecie, i nigdy mnie nie znajdziecie. I nie wezmę ze sobą nikogo, tylko tego małego chłopaka, co wczoraj na schodach płakał i bał się wrócić do domu, a dlaczego to tego nie chciał powiedzieć nikomu.
I jeszcze weźmiemy ze sobą tego czarnego kotka, co miauczy zmarznięty na progu i każdy odpycha go nogą, i nie chce go wpuścić do środka.
I będziemy tak szli i szli drogami, lasami, polami, i każdy dzieciak, i każdy pies będzie mógł iść razem z nami.
I będziemy tak szli i szli aż kiedyś, po latach wielu, staniemy wreszcie u celu. I będzie tam ciepła ziemia i dużo, dużo nieba, i każdy będzie miał to, czego najbardziej mu trzeba.
I będzie wspaniale. Tak! I niczego nie będzie nam brak! I tęsknić nie będę wcale! I tylko czasami, czasami pomyślę, że byłoby dobrze, gdybyście wy byli z nami |