| Wielkie problemy Małych Ludzi |
| sobota, 15 września 2007 16:56 |
|
Ernesta poznajemy zaraz na pierwszych stronach tej wzruszającej książeczki. Nienagannie i schludnie ubrany, grzeczny, spokojny, wzorowy w szkole, nie sprawiający kłopotu swojej babci, która mimo sędziwego wieku jest jedyną opiekunką 10 letniego chłopca.
Mimo wszystko nabieramy sympatii do tego chłopca a konstrukcja książeczki sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy na dalszy ciąg. Musi się bowiem coś wydarzyć, coś co zmieni życie Ernesta i wszystkich w jego otoczeniu. Pojawienie się Wiktorii - nowej uczennicy jest początkiem całego łańcucha zaskakujących zdarzeń. Do tej pory największą pasją Ernesta był tajemniczy list, którego treść Ernest stara się rozszyfrować.
O książce Ernesta poznajemy zaraz na pierwszych stronach tej wzruszającej książeczki. Nienagannie i schludnie ubrany, grzeczny, spokojny, wzorowy w szkole, nie sprawiający kłopotu swojej babci, która mimo sędziwego wieku jest jedyną opiekunką 10 letniego chłopca. Fragment Ernest nie ma dżinsów ani dresu. Dwa razy do roku przychodzi do niego krawiec, zdejmuje miarę i szyje mu garnitur o neutralnym kroju, ani z przeszłego, ani z obecnego stulecia. Przypomina on raczej mundurek ucznia angielskiej szkoły z internatem. Ten sam krawiec dostarcza mu również koszule, krawaty, chusteczki do nosa, bieliznę, skarpetki i płaszcz. Ten dziwny ubiór nie pozwala Ernestowi nawiązać kontaktu z innymi dziećmi. I tak sam ich unika; nie żeby ich nie lubił, ale z ostrożności. Nikt się z niego nie naśmiewa. Przyzwyczaili się. A poza tym jest najlepszy w klasie we wszystkim z wszystkich przedmiotów, z wyjątkiem wypracowań, w których trzeba opisać program telewizyjny, ostatnie wakacje lub jak się spędziło niedzielę. Niedziele Ernesta są mniej wypełnione od pozostałych dni tygodnia. Minuty upływają kropla po kropli jak w wodnej klepsydrze. Genowefa przychodzi jedynie po to, by ugotować i podać obiad: niedzielny posiłek złożony z mięsa i trzech rodzajów jarzyn oraz przecieru owocowego na deser. Po południu pani Morlaisse prosi Ernesta do salonu, zdejmuje ze swej zwiędłej szyi kluczyk, otwiera drzwi z inkrustowanego drewna i wyjmuje porcelanowe puzderko, w którym spoczywa TEN LIST. Zasiadają obok siebie przy stoliku na nóżce w kształcie złoconego lwa. — Przeczytasz go, babciu? — prosi Ernest. Pani Morlaisse wyjmuje list z koperty, rozkłada go niezwykle ostrożnie i wbija w niego wzrok, jakby zawierał rozwiązanie wszystkich zagadek świata. Tyle że on jest nie do odczytania. Ernest wie o tym, ale co niedzielę ma jeszcze większą nadzieję. On sam, choć jest najlepszym uczniem w klasie, nie potrafi z niego zrozumieć ani słowa. Nie ma w nim ani A, ani B, ani Z; jest tylko gmatwanina zakrętasów, które bezgłośnie krzyczą. Został wysłany przez jego pradziadka z wioski na linii frontu. Ze wszystkich tajemnic tego domu ta jest największa. Albo druga co do wielkości. Ernest ma nadzieję, że jeśli nadal będzie najlepszym uczniem, pewnego dnia zgłębi te sekrety.
Ernest i tajemnicze listy (...) |



