Logowanie



Newsletter




Wiadomość HTML?

logo_dbajki

fabrykabajek_banner_200x100
naglowekrd1
Wielkie problemy Małych Ludzi
czwartek, 10 czerwca 2010 19:40

tajemnicaTajemnica. Zakazana miłość, zagubione dziecko i druzgocząca zdrada, sięgająca czasów Drugiej Wojny Światowej

(...) Ja, jedyny przedmiot miłości rodziców, ich czułe strapienie, spałem źle, miotany  niedobrymi snami. Ledwie zgasła lampa, zaczynałem płakać. Nie wiedziałem, dla kogo  były przeznaczone te łzy, które przesiąkały przez poduszkę i ginęły gdzieś w nocy. Zawstydzony nie wiedzieć czemu, często bez powodu czując się winny, opóźniałem chwilę zapadnięcia w sen. Każdy dzień mojego dziecięcego życia przynosił smutki i obawy.(...).

 

Poruszająca historia o rodzinie, na której cieniem położyły się tajemnice z przeszłości. Główny bohater, Philippe, dorasta w powojennym Paryżu jako jedyne, chorowite i słabe dziecko wysportowanych i pięknych rodziców. Ma wrażenie, że nie spełniając ich oczekiwań, nie zasługuje w pełni na miłość. Czuje, że nie jest idealnym, właściwym dzieckiem takiej pary jak oni. Wyobraża więc sobie starszego brata, wspanialszego i silniejszego niż on, i dzieli z nim pokój, posiłki, całe życie. Kiedy zdradza swoją fantazję starej przyjaciółce rodziny, poznaje zadziwiającą prawdę... Od tego momentu kolejne elementy bolesnej rodzinnej tajemnicy z przeszłości zaczynają wychodzić na światło dzienne.

"Tajemnica" odniosła ogromny sukces we Francji, została przetłumaczona na kilkanaście języków i obsypana nagrodami. Na jej podstawie nakręcono film fabularny.

"Tajemnica" to pierwsza książka w nowej literackiej serii KONTRAPUNKT. To seria prezentująca szczególnie godne uwagi dzieła współczesnych twórców – wysmakowane literacko i skłaniające do refleksji. Utwory zauważone przez światową krytykę, nagradzane, lecz również te bardziej kameralne. Wszystkie niewątpliwie będą szczególnym czytelniczym przeżyciem.

Fragmenty

Ja, jedynak, przez długi czas miałem brata. Moi znajomi z wakacji, moi przelotni przyjaciele musieli mi wierzyć na słowo, kiedy wciskałem im tę bajeczkę. Miałem brata.  Piękniejszego, silniejszego. Brata starszego, wspaniałego, niewidzialnego.

Zawsze czułem zawiść, kiedy odwiedzałem któregoś z kolegów i w otwartych drzwiach pojawiał się ktoś inny, trochę do tamtego podobny. Rozwichrzone włosy, uśmiech w kąciku ust… Przedstawiano mi go dwoma słowami: „Mój brat”. Taki intruz, z którym trzeba dzielić wszystko, nawet miłość, był tajemnicą. Prawdziwy brat. Ktoś bliski podobny, w którego twarzy można było wypatrzyć jakiś wspólny rys, nieposłuszny lok lub wystający ząb. To z nim dzieliło się pokój, o nim wiedziało się wszystko, co najintymniejsze, znało jego nastroje, gusty, słabostki, zapachy. Dla mnie, który samodzielnie władałem czteropokojowym imperium rodzinnego mieszkania, było to dziwne.

Ja, jedyny przedmiot miłości rodziców, ich czułe strapienie, spałem źle, miotany niedobrymi snami. Ledwie zgasła lampa, zaczynałem płakać. Nie wiedziałem, dla kogo były przeznaczone te łzy, które przesiąkały przez poduszkę i ginęły gdzieś w nocy. Zawstydzony nie wiedzieć czemu, często bez powodu czując się winny, opóźniałem chwilę zapadnięcia w sen. Każdy dzień mojego dziecięcego życia przynosił smutki i obawy. Borykałem się z nimi samotnie. Te łzy… musiałem mieć kogoś, z kim mógłbym je dzielić.

Wreszcie pewnego dnia nie byłem już sam. Uparłem się, że pójdę z mamą do służbówki, gdzie chciała zrobić porządki. Pierwszy raz widziałem tę izdebkę na poddaszu, odkrywałem panujący w niej zapach stęchlizny, koślawe meble, stosy walizek z pordzewiałymi zameczkami. Matka uniosła wieko kufra, szukała w nim żurnali, w których kiedyś publikowała swoje rysunki. Wzdrygnęła się, kiedy trafiła na małego pieska o ślepkach z bakelitu. Leżał tam na stosie kołder. Plusz był wytarty, pyszczek zakurzony, miał na sobie kubraczek zrobiony na drutach. Zagarnąłem pieska natychmiast,
przycisnąłem go do piersi, ale nie mogłem zabrać ze sobą, bo wyczułem jakiś bolesny ton w głosie matki, kiedy poprosiła, bym go odłożył na miejsce.

Tej nocy po raz pierwszy przytuliłem wilgotny policzek do piersi brata. Wszedł w moje życie i nie miałem się już z nim rozstać.

Odtąd nie wychodziłem z jego cienia, tonąłem w jego postaci jak w zbyt obszernym ubraniu. Towarzyszył mi w parku, w szkole, opowiadałem o nim każdemu, kto tylko chciał słuchać. W domu wymyśliłem nawet zabawę, dzięki której mógł dzielić nasze życie: kiedy siadaliśmy do stołu, prosiłem, byśmy na niego zaczekali, by najpierw jemu nałożono na talerz, a kiedy jechaliśmy na wakacje – by spakowano jego rzeczy przed moimi. Stworzyłem sobie brata, za którym mogłem się ukryć, brata, który miał mnie przygnieść całym swym ciężarem.

Byłem chudy i chorobliwie blady, cierpiałem z tego powodu, ale chciałem wierzyć, że ojciec jest ze mnie dumny. Matka mnie ubóstwiała. Tylko ja przebywałem kiedyś w tym brzuchu o mięśniach wyrobionych ćwiczeniami, tylko ja wyłoniłem się spomiędzy tych wysportowanych ud. Ja: pierwszy i jedyny. Przede mną nie było nikogo i niczego. Raptem jedna noc, zanurzenie się w mroku, kilka czarno-białych fotografii na cześć spotkania dwóch cudownych ciał, nawykłych do sportowej dyscypliny: to one miały połączyć swe losy, by mnie zrodzić, kochać i okłamywać.

Sądząc z tego, co mi mówiono, od zawsze nosiłem nasze tak swojsko brzmiące nazwisko. Pochodzenie nie skazywało mnie na pewną śmierć, nie byłem kruchą gałązką u szczytu drzewa genealogicznego, które należało ogłowić.

Ochrzczono mnie tak późno, że zachowałem z tej uroczystości niezatarte wspomnienie: gest oficjanta, wilgotny krzyż nakreślony na moim czole, chwila, gdy wychodzę z kościoła przytulony do kapłana, osłonięty haftowanym skrzydłem jego stuły. Mur obronny między gniewem nieba a mną. Gdyby nieszczęściem burza rozpętała się znowu, zapis mojego nazwiska w księdze parafialnej miał mnie ochronić. Nie zdawałem sobie z tego sprawy i chętnie uczestniczyłem w tej grze, posłuszny, milczący, próbując wierzyć, wraz ze wszystkimi uczestnikami mego święta, że naprawiono tylko zwykłe zaniedbanie.

Niezatarte piętno wypisane na moim członku sprowadzało się do wspomnienia niezbędnego zabiegu chirurgicznego. Nic obrzędowego, ot, zwykła decyzja lekarska, jak tyle innych. Nasze nazwisko też było naznaczone blizną: dwie litery zmienione oficjalnie na wniosek mojego ojca, odmienna pisownia, dzięki której mógł głębiej zapuścić korzenie w grunt Francji.

więcej
www.wnk.com.pl

 

tajemnica

 

Tajemnica
Autor: Philippe Grimbert
Tłumacz: Wiktor Dłuski
rok wydania: 2010
ilość stron:200
rodzaj wydania: oprawa twarda
format:130x197 mm
numer ISBN:978-83-10-11722-9
Wydawictwo: Nasza Księgarnia
www.naszaksiegarnia.pl

 

MIŚ USZATEK

PIOTRUŚ PAN