Logowanie



Newsletter




Wiadomość HTML?

logo_dbajki

fabrykabajek_banner_200x100
naglowekrd1
Nieznane przygody Mikołajka. Goscinny, Sempé  Email
środa, 04 listopada 2009 20:05

mmikolajek111Nieznane przygody Mikołajka. Goscinny, Sempé

Mikołajek obchodzi swe 50. urodziny!

W 1959 roku na łamach magazynu „Sud-Ouest Dimanche” ukazało się pierwsze opowiadanie o Mikołajku pt. Jajo wielkanocne. To właśnie ono rozpoczęło zawrotną karierę urwisa. W tych niezwykłych jubileuszowych okolicznościach mamy przyjemność zaprezentować zupełnie nowy tom mikołajkowych opowiadań.

Nieznane przygody Mikołajka René Goscinnego i Jeana-Jacques’a Sempégo pojawią się w księgarniach już 5 listopada. Czytelnicy znajdą wśród nich między innymi pamiętne Jajo wielkanocne.
Premierze nowej książki o Mikołajku towarzyszyć będzie wizyta w Polsce Anne Goscinny, córki jednego ze współtwórców.

4 listopada nasz honorowy gość wziął udział w konferencji prasowej organizowanej w Liceum im. René Gościnnego oraz wielkiej imprezie jubileuszowej, na której, oprócz pokrojenia urodzinowego tortu odpowiedziała na najbardziej podchwytliwe pytania najmłodszych fanów Mikołajka. Dzień później Anne spotkała się z czytelnikami w jednej z warszawskich księgarni.


Dzień premiery nowej książki jest jednocześnie rocznicą śmierci autora przygód Mikołajka. René Goscinny odszedł niespodziewanie 32 lata temu – 5 listopada 1977 roku.

Książka ta z pewnością zaintryguje wszystkich fanów Mikołajka. Jest to bowiem zbiór opowiadań odnalezionych po latach przez córkę Goscinnego w archiwum ojca. Teksty te nigdy wcześniej nie były drukowane, nie znał ich nawet sam Sempé, który specjalnie na prośbę Anne Goscinny stworzył do nowej książki aż 70 ilustracji. Jest to pierwsza książka o Mikołajku, w której rysunki są kolorowe.

Od 4 grudnia na miłośników Mikołajka czeka nie lada gratka. Przygody Mikołajka i jego kolegów będzie można po raz pierwszy zobaczyć w kinach. Francuska premiera filmu przypada na 30 września 2009 roku.

Mikołajek jest już gwiazdą międzynarodową. Historyjki o nim zostały przetłumaczone na 30 języków. Magia opowiadań o jego przygodach tkwi chyba w tym, że jakkolwiek adresowane do dzieci, bardziej podobają się dorosłym. Tak też pewnie będzie z Nieznanymi przygodami Mikołajka.

mmikolajek111

fragment książki Nieznane przygody Mikołajka
przełożyła Barbara Grzegorzewska

Balon

W czwartek po południu poszedłem z mamą na zakupy do domu towarowego, w którym są ruchome schody i straszne tłumy ludzi. Nie lubię chodzić na zakupy, szczególnie kiedy mamy kupować mi rzeczy, których wcale nie potrzebuję, takie jak na przykład koszule albo piżamy. Lubię za to ruchome schody, są strasznie śmieszne i szkoda, że mama nie pozwala mi schodzić na dół tymi, co jadą do góry, bo właśnie to jest naprawdę ramię i powiedziała:
–nie tak daleko.
balon? zabawne. Zrobiłem to raz, już dawno temu, i za karę nie dostałem deseru. A był wtedy placek z jabłkami.
Kiedy mama poszła zapłacić, sprzedawca, bardzo miły i bardzo ładnie uczesany, powiedział:
– A dla chłopczyka mamy małą niespodziankę. Śliczny balonik!
Nad ladą kołysało się mnóstwo balonów z nazwą sklepu, czerwonych i brązowych, zupełnie
jak te, które sprzedaje taki pan na skwerze w naszej dzielnicy, tylko że na tych ze skweru nie ma nazwy sklepu.
– Wie pan co – zaczęła mama – nie sądzę, żeby...
– Och tak! Och tak! – krzyknąłem.
–Ależ oczywiście–powiedział sprzedawca.– Temu kawalerowi należy się balonik! Jaki chcesz, czerwony czy brązowy?
– Czerwony! – krzyknąłem.
– Widzi pani? – powiedział sprzedawca do pani, która stała za ladą. – Czerwone zawsze schodzą pierwsze. Muszę chyba porozmawiać o tym z dyrekcją. A potem wziął fajny czerwony balon na sznurku i powiedział:
– Daj mi paluszek. Zrobimy tak, żeby śliczny balonik nie odleciał!
Sprzedawca przywiązał mi koniec sznurka do palca i teraz balon kołysał się nad moją głową.
– Tylko uważaj, żeby nie pękł, dobrze? – powiedział sprzedawca i się roześmiał.
– Będziemy się starać – odpowiedziała mama, ale się nie roześmiała.
I wyszliśmy ze sklepu. Opuściłem palec, żeby mieć balon tuż przy twarzy, a kiedy przez niego patrzyłem, było strasznie fajnie, wszystko było czerwone, i wpadłem na jakiegoś pana.
– Uważaj, Mikołaj! – powiedziała mama. – Przedziurawisz ten balon, a potem będzie dramat.
– O nie, nie ma mowy! – zawołałem. – Nie może się przedziurawić, bo jutro zabiorę go do szkoły i będziemy mieli z chłopakami zabawę!
– Dobrze – powiedziała mama. – Na razie postarajmy się donieść balon do domu... Wiesz co? Może wypuścimy z niego powietrze, w ten sposób nic mu się nie stanie, a w domu znów go nadmuchasz.
Wytłumaczyłem mamie, że tak się nie da, bo kiedy się samemu nadmucha balon, to on nie unosi się w powietrzu, a balon, który się nie unosi w powietrzu, jest dużo gorszy. Mama ciężko westchnęła, a potem powiedziała, że dobrze, dobrze, ale żebym nie robił scen, jeśli mojemu balonowi się coś stanie. Ciekawe, mama jest strasznie nerwowa, kiedy chodzi ze mną po sklepach. Poszliśmy na przystanek autobusu, którym jeździmy do domu, tam stał już tłum czekających, a w nim chłopak w moim wieku, który też miał balon ze sklepu, trzymał go tuż przy twarzy i próbował ugryźć, więc oczywiście bum! balon pękł, chłopak zaczął płakać i krzyczeć, pani, która z nim była, zaczęła coś do niego po cichu mówić, wtedy chłopak zaczął kopać i tupać, więc pani dała mu klapsa, a wtedy on rozwrzeszczał się jeszcze bardziej i niektórzy ludzie się śmiali, a innym się nie podobało, że pani dała mu klapsa, więc pani z chłopakiem odeszła, a mama spojrzała na mnie, potem na balon, otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Kiedy autobus przyjechał i wszyscy rzucili się do drzwi, żeby wsiadać (...)
Posłuchaj, Mikołaj, mam dla ciebie propozycję: w autobusie będzie okropny tłok. Może lepiej wróćmy do domu piechotą. Powiedziałem, że dobrze, i poszliśmy z mamą na piechotę, ja bardzo lubię chodzić na piechotę, a szczególnie z balonem, nawet jeśli do domu jest kawał drogi. Przyszliśmy późno i byliśmy zmęczeni, ale pobiegłem do taty, który był w ogrodzie i właśnie wstał z leżaka.
– Tata! Tata! – krzyknąłem. – Zobacz, co dostałem!
– Nareszcie – powiedział tata. – Zaczynałem się już niepokoić! Już późno, zachodziłem w głowę, co się z wami stało!
– Zaraz ci wyjaśnię – powiedziała mama.
– Poszłam z małym zrobić zakupy i wróciliśmy pieszo. Padam z nóg! I mama padła na leżak, mówiąc„uff!”.
– Tata! Tata! – krzyknąłem. – Widziałeś mój śliczny
– Uhm! Bardzo ładny – powiedział tata. – Brawo!
A potem spojrzał w stronę żywopłotu, spojrzał na mój balon, uśmiechnął się od ucha do ucha, schylił się do mnie i zapytał cicho:
– Blédurt przycina żywopłot, zrobimy mu kawał, chcesz?
Jasne, że chciałem, bo bardzo lubię robić z tatą kawały, szczególnie kiedy robimy je panu Blédurt. Pan Blédurt to nasz sąsiad i obaj z tatą wciąż robią sobie kawały. Są bardzo zaprzyjaźnieni, chyba że akurat się do siebie nie odzywają. Wtedy tata wziął mój balon i podeszliśmy do żywopłotu, za którym stał pan Blédurt i robił ciach-ciach wielkimi nożycami. Tata popatrzył na mnie, położył palec na ustach, a potem wyjął scyzoryk i paf! przekłuł balon. Po drugiej stronie żywopłotu rozległ się głośny krzyk i odgłos nożyc, które upadły na ziemię. Strasznie żeśmy się z tatą uśmiali, kiedy czerwona głowa pana Blédurt wyjrzała zza żywopłotu! To było niesamowite! A potem się odwróciłem i zobaczyłem, że mama wstała z leżaka i patrzy na nas okrągłymi oczyma. Mama gniewała się na nas przez cały wieczór. A przecież nie zrobilibyśmy tego kawału, gdybyśmy wiedzieli, że tak jej na tym balonie zależy!

O autorach

Mikołajka powołali do życia dwaj genialni humoryści: René Goscinny, autor opowiadań, i Jean-Jacques Sempé, którego dziełem są ilustracje.

René Gościnny

„Urodziłem się 14 sierpnia 1926 roku w Paryżu i zaraz potem zacząłem rosnąć. Następnego dnia był 15 sierpnia i nie wychodziliśmy z domu.”

Goscinny urodził się w Paryżu, wkrótce jednak jego rodzina decyduje się na emigrację do Argentyny. René kończy francuską szkołę średnią w Buenos Aires: „Byłem prawdziwym błaznem klasowym. Jednocześnie jednak całkiem dobrze się uczyłem, nigdy więc mnie ze szkoły nie wyrzucono”. Życie zawodowe zaczyna w Nowym Jorku.
Po powrocie do Francji na początku lat 50. powołuje do życia cały szereg legendarnych bohaterów. We współpracy z rysownikiem Jean-Jacques’em Sempém tworzy opowieści o przygodach Mikołajka, wymyślając dziecięcy język, który zapewni słynnemu uczniakowi ogromne powodzenie. A potem, wraz z Albertem Uderzo, tworzy Asteriksa.
Mały Gal odnosi niewiarygodny sukces. Przygody Asteriksa, przetłumaczone na 107 języków i dialektów, są jednymi z najpopularniejszych książek na świecie. Goscinny, autor bardzo płodny, pisze jednocześnie scenariusze komiksów o Luckym Luke’u we współpracy z Morrisem, o Iznogudzie z Tabarym, Les Dingodossiers z Gotlibem i wiele, wiele innych.

Jako redaktor naczelny dziennika „Pilote” dokonuje rewolucji w komiksie, podnosząc go do rangi „dziewiątej sztuki”. Zakłada wraz z Uderzo i Dargaudem studio filmowe Idéfix. Realizuje w nim kilka arcydzieł filmu animowanego: kreskówki Asteriks i Kleopatra, Dwanaście prac Asteriksa, Miasteczko Daisy i Ballada o Daltonach. Za całość twórczości filmowej uhonorowano go pośmiertnie Césarem.

René Goscinny umiera 5 listopada 1977 roku w wieku 51 lat. Bohaterowie Goscinnego przeżyli swojego twórcę. Wiele z wyrażeń z jego utworów przeszło do francuskiego języka potocznego: „wpaść do kociołka, kiedy się było małym”, „znaleźć magiczny napój”, „ale głupi ci Rzymianie”, „strzelać szybciej niż własny cień”, „zostać kalifem zamiast kalifa”... Genialny autor scenariuszy komiksowych mógł w pełni zaprezentować swój pisarski talent w opowiadaniach o przygodach Mikołajka, psotnego chłopczyka, z niebezpieczną skłonnością do wybryków, i wzruszająco naiwnego. Dlatego też sam przyznał: „darzę tę postać ogromną sympatią”.

Jean-Jacques Sempe

„Kiedy byłem mały, robienie rozgardiaszu było moją główną rozrywką”.

Sempé urodził się 17 sierpnia 1932 roku w Bordeaux. W szkole radzi sobie nie najlepiej, za złe zachowanie zostaje usunięty z liceum w Bordeaux i rozpoczyna aktywne życie: pracuje jako „chłopak do wszystkiego” u handlarza winem, wychowawca kolonijny, goniec... W wieku osiemnastu lat wstępuje na ochotnika do wojska i wyrusza do Paryża. Kręci się w pobliżu redakcji dziennika „Sud-Ouest”, gdzie w 1951 roku sprzedaje pierwszy rysunek. Spotkanie z Goscinnym zbiega się z początkiem błyskawicznej kariery Sempégo jako „rysownika prasowego”.

W opowieściach o Mikołajku tworzy niezapomnianą galerię portretów małych urwisów, którzy już zawsze będą zaludniać naszą wyobraźnię. W czasie, kiedy powstają rysunki do Mikołajka, Sempé debiutuje w magazynie „Paris Match” (1956) i współpracuje z wieloma czasopismami. Jego pierwszy album z rysunkami zostaje wydany w 1962 roku pod tytułem Rien n’est simple. Później ukaże się jeszcze trzydzieści takich arcydzieł humoru, ukazujących w bardzo sugestywny sposób jego ironiczny, a zarazem pełen czułości stosunek do dziwactw człowieka i niedoskonałości świata.

Twórca albumów, takich jak Marcellin Caillou, Raoul Taburin, Monsieur Lambert, dzięki zmysłowi obserwacji połączonemu Jean-Jacques Sempé z niebywałym wyczuciem tego, co śmieszne, pozostaje od czterdziestu już lat jednym z największych rysowników francuskich. Oprócz własnych albumów ilustrował również Catherine Certitude Patricka Modiano i Historię pana Sommera Patricka Süskinda. Sempé jako jeden z nielicznych rysowników francuskich miał okazję tworzyć ilustracje na okładkę prestiżowego „New Yorkera”.

 

MIŚ USZATEK

PIOTRUŚ PAN