|
Opowiadania z Doliny Muminków Tytuł oryginału szwedzkiego: Det osynliga barnet. Autor: Tove Jansson Tłumacz: Irena Szuch - Wyszomirska rok wydania: 2007 ilość stron: 216 rodzaj wydania: twarda format: 118x180 mm numer ISBN: 978-83-10-11298-9 Wydanie kolekcjonerskie!
Wydawnictwo: Nasza Ksiegarnia
Muminki to niezwykłe stworzenia, o których, po przeczytaniu serii książek, nie sposób nie wierzyć, że istnieją naprawdę. To odmiana Trolli, są trochę podobne do hipopotamów – nie mają jednak z nimi nic wspólnego. Muminki mieszkają prawdopodobnie w Finlandii.
W Tempere, trzecim co do wielkości mieście Fińskim znajduje się Muzeum Doliny Muminków, ale nie jesteśmy pewni czy właśnie tam można spotkać prawdziwe Muminki. Natomiast w Naantali – miejscowości położonej niedaleko Turku również w Finlandii powstał Muminkowy Park Rozrywki zwany Światem Muminków - Muumimaailma. To wyspa na którą prowadzi most, a w domku Muminów mieszkają przebrane w kostiumy postacie z książek o Muminkach. Światem Muminków będą z pewnością zachwyceni wszyscy – nawet Ci, którzy nie znają ksiązek o Muminkach, choć nie chce się wierzyć w to, że gdziekolwiek tacy istnieją.
Czy tam spotkamy prawdziwego Muminka? Tego nie wiemy ... Wiemy natomiast, że najważniejszym miejscem w Dolinie Muminków jest dom Mamusi i Tatusia Muminka, tam zawsze można znaleźć pomoc, schronienie i zrozumienie, nie mówiąc już o smacznych naleśnikach mamy Muminka.
O Muminkach powstało wiele filmów i komiksów i książek, choć w zamyśle autorki Tove Jansson miało być ich dziewięć. Pierwsza z ich miała tytuł Małe trolle i duża powódź i została wydana w 1945 r.
Świat który poznajemy w książce Tove Janson to nie tylko Muminki, to również Paszczaki, , Hatifnatowie, Mimble i cały przekrój takich fascynujących i tajemniczych osobowości, z których każda ma osobne zwyczaje, upodobania i sposoby na życie: Ryjek, Włóczykij, Mała Mi, Emma, Wiercipiętek, Filifionka, Mimbla, Ryjek, Migotek, Buka, Hatifnatowie i inni.
Książki o Muminkach odniosły niebywały sukces. Zostały przetłumaczone na ponad trzydzieści języków i wydane w milionach egzemplarzy. Powstały filmy i seriale o Muminkach. W Polsce znamy 78 odcinkowy serial pr. Opowiadania Muminków, nakręcony w latach 1977 – 1982 w studiu Se-Ma-Fora, a także serial „Muminki” który powstał już w latach dziewięćdziesiątych. Powstały także filmy i seriale o Muminkach w języku, japońskim, niemieckim, rosyjskim i oczywiście szwedzkim. Nakręcony został również film produkcji japońskiej pt. Kometa nad Doliną Muminków. O wartości książki stanowią również czarno-białe ilustracje autorstwa samej Tove Jansson, która była również doskonałą malarką.
Nadzwyczajny urok, ciepło, oraz wdzięk postaci, w których ukrywają się cechy ludzkie spowodowały, że bohaterowie książek o Muminkach stały się bezwględnymi ulubieńcami dzieci i ich rodziców. Rodziców również, bowiem książki o Muminkach to książki w swojej treści tak uniwersalne że trudno je zaklasyfikować wyłącznie do działu literatury dziecięcej. Muminkowy Świat to świat pełen tolerancji – stworzenia jakie poznajemy, niezależnie od tego jak bardzo są dziwaczne i odmienne od samych Muminków – zawsze znajdą zrozumienie. Opowieści o Muminkach można czytać bez końca. To niewątpliwie ten rodzaj lektury, w którym za każdym razem odkrywa się coś nowego, co nas jeszcze bardziej zafascynuje, zaskoczy a do tego ubawi – bo książki o Muminkach są pełne swoistego i jedynego w swoim rodzaju humoru.
O autorce
Tove Jansson 1914-2001
Urodziła się w Helsinkach, w Finlandii. Pisarka i malarka. Studiowała malarstwo w Sztokholmie (1930-33), oraz w Akademii Sztuki Ateneum w Helsinkach. Pierwsza opowieść o Muminkach powstała w 1945 roku. Pierwsza duża książka „Kometa nad Doliną Muminków” w 1946. Ostatnia część historii o Muminkach pt. Dolina Muminków w Listopadzie ukazała się w 1971 r. Tove Jansson jest również autorką kilku książek dla dorosłych oraz ilustracji m.inn książek Talkiena oraz Lewisa Carrolla (Alicja w krainie Czarów) Tove Jansson została uhonorowana Nagrodą Szwedzkiej Akademii w 1994. W 1966 została odznaczona Medalem Hansa Christiana Andersena - międzynarodową nagrodą dla twórców książek dla dzieci.
Fragmenty
(... )A mniej więcej o drugiej zwalił się komin na dachu. Połowa spadła na ziemię koło domu, reszta zjechała na palenisko w kuchni. Przez dziurę w dachu widać było ciemne nocne niebo, po którym sunęły wielkie chmury. Potem sztormowy wiatr wleciał do domu i nie było już widać nic poza fruwającym popiołem, łopoczącymi dziko firankami i obrusami oraz fotografiami ciotek i wujów, wirującymi w powietrzu. W ukochane przedmioty Filifionki jak gdyby nagle wstąpiło życie, wszystko wokół skrzypiało, szeleściło i dzwoniło, drzwi zamykały się z łoskotem, a obrazy zjeżdżały na podłogę. Oślepiona i bliska obłędu Filifionka stała na środku salonu w trzepoczącej spódnicy i myślała: "To jest właśnie to. To już koniec. Nareszcie! Teraz już nie będę musiała dłużej czekać". Podniosła słuchawkę, żeby zadzwonić do Gapsy i powiedzieć jej... tak, powiedzieć coś, co by zdruzgotało Gapsę raz na zawsze. Chłodno i triumfująco. Ale przewód telefoniczny był zerwany. Filifionka słyszała tylko sztorm i odgłos sypiących się dachówek. "Jeżeli pójdę na strych, to może się zdarzyć, że dach zostanie zdmuchnięty - pomyślała. - A jeśli zejdę do piwnicy, to cały dom może się na mnie zawalić. W każdym razie wszystko to może się stać". Chwyciła porcelanowego kotka i przycisnęła go mocno do siebie. Wtem wicher otworzył okno i szkło posypało się na podłogę. Ulewa uderzyła w mahoniowe meble, a piękny Paszczak z gipsu rzucił się ze swojego postumentu i rozleciał na kawałki. Szklany żyrandol babci z potwornym trzaskiem rąbnął o podłogę. Słuchając, jak jej rzeczy żalą się i krzyczą, Filifionka zobaczyła w roztrzaskanym lustrze fragment swojego własnego pobladłego pyszczka i nie zastanawiając się podbiegła do okna i wyskoczyła. Stwierdziła, że siedzi na piasku. Czuła na twarzy ciepły deszcz, a sukienka wzdymała się wokół niej i trzepotała jak żagiel. Mocno zacisnęła powieki. Wiedziała, że znajduje się w samym środku niebezpieczeństwa, zupełnie bezradna. Burza dudniła dalej, spokojnie i statecznie. Ale wszystkie niepokojące dźwięki zniknęły, wszystkie wycia, trzaskania, rozsypywanie się na kawałki, spadanie z hukiem i rozdzieranie się. Niebezpieczeństwo było więc wewnątrz domu, a nie na zewnątrz. Filifionka ostrożnie wciągnęła cierpki zapach morskich wodorostów i otworzyła oczy. Ciemność nie miała już tej gęstości jak tam, w salonie. Widziała morską kipiel i pasmo światła latarni przesuwające się wolno wśród nocy: mijało ją półkolem, wędrowało przez piaszczyste wydmy, gubiło się hen na horyzoncie i znowu wracało. Dokoła i dokoła chodziło to spokojne światło, nie spuszczając oka z burzy. ,,Nigdy jeszcze nie byłam na dworze sama w nocy - stwierdziła Filifionka. - Gdyby tak mama wiedziała..." Zaczęła pełznąć pod wiatr, w dół ku brzegowi, aby jak najdalej odejść od domu Paszczaka. Kotka z porcelany wciąż jeszcze trzymała w łapce, uspokajała ją myśl, że ma coś, co ją chroni. Spostrzegła, iż morze było teraz całe biało-granatowe. Grzebienie fal pędziły na wprost i niosło je jak dym na plażę. Ten dym miał smak soli. Za nią, z tyłu, roztrzaskało się coś wewnątrz domu. Ale nie odwróciła głowy. Skuliła się pod wielkim głazem i szeroko otwartymi oczyma patrzyła prosto w noc. Już nie marzła. Najdziwniejsze zaś było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła. Nad ranem sztorm się uciszył, lecz Filifionka niemal tego nie zauważyła. Siedziała, rozmyślając o sobie i swoich katastrofach, i swoich meblach, i zastanawiała się, jak doprowadzić wszystko do ładu. Właściwie nie stało się nic poza tym, że komin się zwalił. Czuła jednak, że nic bardziej ważnego nie wydarzyło się jej dotąd w życiu. Nic, co by do tego stopnia przewróciło wszystko do góry nogami. Nie wiedziała, co powinna zrobić, aby znowu stać się sobą. Sądziła nawet, że dawnej Filifionki już nie ma, i nie była pewna, czy chce, żeby tamta wróciła. A co z tym wszystkim, co było własnością dawnej Filifionki? Z tym, co się połamało, zakopciło, rozpadło i zamokło? Ach, siedzieć i naprawiać teraz tydzień po tygodniu, kleić, cerować, szukać brakujących części... Prać i prasować, odmalowywać i martwić się, że nie wszystko można przywrócić do dawnego wyglądu, i zawsze wiedzieć, w każdym razie, że pęknięcia zostały i że wszystko przedtem było o wiele ładniejsze... O nie! A potem ustawić całe to nieszczęście w ten sam sposób, w jaki było ustawione w tych ciemnych, ponurych pokojach, i dalej łudzić się, że są przytulne... - Nie! Nie zrobię tego! - krzyknęła Filifionka prostując zesztywniałe nogi. - Jeżeli zacznę to wszystko porządkować, żeby wyglądało jak przedtem, to i sama stanę się taka jak przedtem, znowu będę się bała... Czuję to. I znowu będą się czaić za mną cyklony, tajfuny... Spojrzała na dom Paszczaka. Stał. Wszystko, co uległo zniszczeniu, było wewnątrz domu, leżało tam i czekało, aby się tym zajęła. Żadna prawdziwa Filifionka nigdy nie zostawiła swoich pięknych odziedziczonych mebli na pastwę losu... - Mama powiedziałaby, że jest coś, co nazywa się obowiązkiem - mruknęła do siebie Filifionka. Był już ranek. Wschodni horyzont czekał na słońce. Nad morzem polatywały płochliwe wietrzyki, a niebo zasypane było chmurami, które sztorm, zapominając o nich, zostawił po sobie. Przetoczyło się kilka słabych grzmotów. Pogoda była niespokojna, a fale nie wiedziały, dokąd chcą płynąć. Filifionka zawahała się. Wtedy ujrzała trąbę powietrzną. Nie była wcale podobna do tej z wyobraźni Filifionki - do czarnego, lśniącego słupa wody. Ta była prawdziwa, jasna, utworzona z wirujących białych chmur, które skręciły się ku dołowi w olbrzymią spiralę kredowobiałą tam, gdzie woda uniosła się z morza na jej spotkanie. Nie wyła i nie ciskała się. Była zupełnie cicha, zbliżała się powoli do brzegu kołysząc się łagodnie. Teraz zaróżowiła się w świetle wschodzącego słońca. Ta trąba była nieskończenie wysoka, obracała się bezgłośnie wokół siebie samej i zbliżała się coraz bardziej i bardziej... Filifionka stała bez ruchu, zupełnie bez ruchu, ściskając porcelanowego kotka i myśląc: "O, ty moja piękna, moja wspaniała katastrofo..." Trąba sunęła już nad plażą, całkiem niedaleko od Filifionki. Biały, majestatyczny słup minął ją, zamieniony teraz w słup piasku, i bardzo spokojnie uniósł dach domu Paszczaka. Filifionka zobaczyła, jak dach jedzie w górę i znika. Potem zawirowały w powietrzu meble i też zniknęły. Zobaczyła wszystkie swoje bibeloty lecące wprost do nieba, serwetki na tacę i rodzinne zdjęcia, kapturki na imbryk do herbaty i babciny dzbanuszek na śmietanę w kształcie łodzi, i wyszywane srebrem i jedwabiem przysłowia, wszystko, wszystko, wszystko! - i myślała zachwycona: "O, jak wspaniale! Cóż ja poradzę, biedna, mała Filifionka, przeciwko wielkim siłom przyrody? Czy po czymś takim cokolwiek jeszcze będzie można zreperować? Nie! Nic! Wszystko jest wysprzątane! I wymiecione!" Trąba wędrowała uroczyście nad polami i Filifionka zobaczyła, jak zwęża się, pęka i rozprasza. Była już niepotrzebna.(...) |