Logowanie



Newsletter




Wiadomość HTML?

logo_dbajki

fabrykabajek_banner_200x100
naglowekrd1
książki dla dziewczyn

Polecamy do czytania dla dzieci. Oto Lola, Isabel Abedi.

Moja historia rozpoczęła się pewnej środy po feriach wielkanocnych. Pewnego środowego poranka o wpół do ósmej. Siedziałam z mamą przy śniadaniu i byłam tak podekscytowana, że znowu cała głowa mnie swędziała. Tym razem nie przez owce, ale dlatego, że to był mój pierwszy dzień szkoły.

Nie taki całkiem pierwszy naturalnie, bo w końcu w wieku lat dziewięciu i pół nie jest się już pierwszoklasistą. W zeszłym roku zdałam do trzeciej klasy. Ale dla mnie - mimo to - był to pierwszy dzień szkoły, ponieważ szłam do nowej szkoły. Moja historia rozpoczęła się pewnej środy po feriach wielkanocnych. Pewnego środowego poranka o wpół do ósmej.

Oto Lola
Isabel Abedi
Tłumaczenie: Sylwia Walecka
Ilustracje: D. Henze
ISBN: 83-10-11131-2
Oprawa miękka
Format:140 x 205 mm
Objętość: 160 stron
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Marzec 2006

Fragmenty

Moja historia rozpoczęła się pewnej środy po feriach wielkanocnych. Pewnego środowego poranka o wpół do ósmej. Siedziałam z mamą przy śniadaniu i byłam tak podekscytowana, że znowu cała głowa mnie swędziała. Tym razem nie przez owce, ale dlatego, że to był mój pierwszy dzień szkoły. Nie taki całkiem pierwszy naturalnie, bo w końcu w wieku lat dziewięciu i pół nie jest się już pierwszoklasistą. W zeszłym roku zdałam do trzeciej klasy. Ale dla mnie - mimo to - był to pierwszy dzień szkoły, ponieważ szłam do nowej szkoły. Przeprowadziliśmy się z dosyć małej miejscowości do dość dużego miasta. Teraz muszę jeszcze krótko opowiedzieć o naszej przeprowadzce, a kiedy - mam nadzieję - przedstawię się jak należy, opowieść może się zaczynać. A więc: miasto, do którego się przeprowadziliśmy, nazywa się Hamburg i leży nad Łabą. Łaba to taka rzeka. Oczywiście nie dla tej rzeki przeprowadziliśmy się do Hamburga, lecz dla babci i dziadka, i ciotki Lisbeth. No i oczywiście dla restauracji. A z tej małej miejscowości wyprowadziliśmy się z powodu problemów taty ze skórą.

Ale nie myślcie sobie, że mój papai miał jakąś wysypkę lub inną dziwną chorobę czy coś w tym rodzaju. Właściwie coś takiego ma raczej mama, bo jej skóra jest bardzo jasna. Kiedy mama zje truskawki, dostaje plam, a kiedy świeci słońce, musi się natychmiast nasmarować kremem, bo robi się czerwona jak rak. Skóra taty ma kolor czekoladowy. Tata może jeść tyle truskawek i tak długo leżeć na słońcu, ile tylko zechce. Taty problemem ze skórą byli ludzie z tej miejscowości.

Tam, gdzie mieszkaliśmy, prawie nikt nie miał ciemnej karnacji. Nawet ja mam jasną skórę, jasne włosy, a oczy jasnozielone. Papai mówi, że to dlatego, że geny mojej mamy były silniejsze. Co ma oczywiście znaczyć, że wygląd odziedziczyłam bardziej po mamie niż po tacie. Jednak nie rozumiałam, dlaczego ludzie z naszej miejscowości mieli problem z taty skórą – a mama mówi, że czegoś takiego w gruncie rzeczy nie rozumie żaden normalny człowiek. W związku z tym w naszej miejscowości musiało być najwidoczniej dosyć dużo nienormalnych ludzi. Bo to, że ludzie stamtąd mieli jakiś problem ze skórą taty, było jasne jak słońce. Pani z supermarketu, kiedy papai stał w kolejce, robiła zawsze taką minę, jakby przed chwilą zjadła cytrynę. W szkole wszyscy plotkowali, kiedy przychodził po mnie papai. A na festynie szkolnym jakaś dziewczyna z czwartej klasy zapytała mnie, czy mój tata w ogóle się nie myje, za co musiałam oczywiście sprać ją po pysku. Ale plotkowanie się nie skończyło.

Kiedy pewnego razu ktoś napisał na ścianie naszego domu: „Murzyni do dżungli”, papai powiedział, że dość już tego. Dwa miesiące później przeprowadziliśmy się. Nie do dżungli oczywiście, lecz do Hamburga. Tutaj wiele osób ma ciemną skórę i jak dotąd nie spotkałam nikogo, kto miałby z tym jakiś problem. Papai ma o wiele lepszy humor niż przedtem, a ja to bardzo, ale to bardzo lubię. Nasze nowe mieszkanie też jest ładne. Ma co prawda o trzy piętra mniej niż dom z automatem do gum w mojej wyobraźni, ale za to nad nami mieszkają dziadek, babcia i ciotka Lisbeth. A w dużym mieście to dużo znaczy – mawia mama. Jej szpital oddalony jest od domu o 20 minut jazdy samochodem, a restauracja taty i dziadka o pięć stacji metrem. Ale tamtej środy, kiedy cała historia się zaczęła, restauracja nie była jeszcze otwarta. Trzeba ją było najpierw odnowić. A ja musiałam przeżyć swój pierwszy dzień w szkole.

– Na pewno znajdziesz nowe koleżanki – powiedziała mama, kiedy odprowadzała mnie tamtego ranka do szkoły. Koleżanki chciałam znaleźć tak szybko, jak to możliwe! Przede wszystkim najlepszą przyjaciółkę. Szczerze mówiąc, najlepszą przyjaciółkę chciałam mieć bardziej niż cokolwiek innego na świecie. O wiele bardziej niż bycie Jacky Jones czy piosenkarką, czy też właścicielką czteropiętrowego domu z automatem do gum. Bo co komu po tym wszystkim, kiedy nie ma przyjaciół? (Moja przyjaciółka mówi, że po nic.) Jednak wtedy, w środę rano, na minutę przed ósmą, kiedy nacisnęłam klamkę do drzwi klasy, nie miałam jeszcze przyjaciółki. Miałam natomiast dziwne uczucie w brzuchu. I to uczucie szeptało mi: Lola, Lola, z najlepszą przyjaciółką to nie będzie prosta sprawa.

O autorze

Isabel Abedi urodziła się w 1967 roku w Monachium, ale wychowała się w Düsseldorfie. Po maturze wyjechała na rok do Los Angeles i tam pracowała jako opiekunka do dzieci i jako praktykantka przy produkcji filmów. W Hamburgu zdobyła wykształcenie jako copywriter. W tym zawodzie pracowała 13 lat. Wieczorami pisywała historyjki dla dzieci i marzyła, aby pewnego dnia zostać pisarką. To marzenie się spełniło. Obecnie Isabel Abedi z zamiłowania jest autorką książek dla dzieci. Jej książki zostały przetłumaczone na wiele języków i uhonorowane wieloma nagrodami. Isabel Abedi mieszka z mężem i dwiema córkami w Hamburgu i – tak samo jak w tej książce – również w jej rodzinie „papai” pochodzi z Brazylii!

O ilustratorze

Dagmar Henze urodziła się w 1970 roku w Stade. Studiowała rysunek w Wyższej Szkole Formy w Hamburgu i od tamtej pory zilustrowała wiele książek dla dzieci dla różnych wydawnictw. Jeśli Dagmar Henze akurat nie siedzi przy stole kreślarskim, chętnie wychodzi z Isabel Abedi pobiegać – a wtedy obie przechodzą obok szkoły Loli, szkoły kóz! Bo Dagmar Henze mieszka, tak samo jak Lola, w Hamburgu. Dlatego wykonanie ilustracji do książki Oto Lola! sprawiło jej szczególną przyjemność.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

MIŚ USZATEK

PIOTRUŚ PAN