|
Polecamy do czytania dla dzieci. Wendy Orr, Wyspa Nim
(…) Z lunetą przy oku Nim obserwowała łódź swojego ojca, która kluczyła wśród rafy koralowej, by wreszcie wypłynąć na ciemniejsze wody oceanu. Jack odwrócił się i pomachał do Nim, a dziewczynka radośnie mu odmachała, choć wiedziała, że ojciec nie może jej widzieć.(…)
Polecamy do czytania dla dzieci. Wendy Orr, Wyspa Nim
NA CZUBKU PALMY, na wyspie, na samym środku bezkresnego błękitnego oceanu siedziała dziewczynka. Miała potarganą czuprynę, błyszczące oczy, a na szyi trzy sznurki. Na jednym zawieszona była luneta, na drugim - spiralna muszla, której używała jako gwizdka, a na trzecim - ukryty w futerale solidny czerwony scyzoryk. Z lunetą przy oku Nim obserwowała łódź swojego ojca, która kluczyła wśród rafy koralowej, by wreszcie wypłynąć na ciemniejsze wody oceanu. Jack odwrócił się i pomachał do Nim, a dziewczynka radośnie mu odmachała, choć wiedziała, że ojciec nie może jej widzieć. Nagle białe żagle złapały wiatr, który zdmuchnął łódź za horyzont, i Nim została zupełnie sama. Cokolwiek się wydarzy, cokolwiek trzeba będzie zrobić przez kolejne trzy dni i trzy noce, będzie musiała sobie z tym poradzić sama. - A na początek - powiedziała Nim - muszę sobie poradzić ze śniadaniem! Z tymi słowami strąciła na piasek cztery dojrzałe orzechy kokosowe - łup! łup! łup! łup! - po czym ześlizgnęła się w ślad za nimi na ziemię. Następnie dziewczynka gwizdnęła w muszlę, wydając dwa długie, przenikliwe dźwięki, które słychać było aż na rafie, gdzie lwy morskie zajmowały się łowieniem ryb. Selkie wystawiła głowę z wody. W pyszczku trzymała rybę, ale szybko ją połknęła i dała nura w stronę plaży. Ze skały koło chatki pędem nadbiegł Fred. Fred był iguaną, z grzbietem najeżonym kolcami jak u smoka i radośnie zadartym nosem. Pieszczotliwie i kłująco owinął się teraz wokół stopy Nim. - Próbujesz się ze mną przywitać - dopytywała się Nim - czy tylko starasz się wyprosić śniadanko? Fred znacząco spojrzał w stronę orzechów kokosowych. Nie potrafił kłamać. Wcale nie jest łatwo otworzyć orzech kokosowy, ale Nim była w tej dziedzinie ekspertem. Za pomocą kamienia i szpikulca wybiła w nim dziurę, wypiła mleczko kokosowe, po czym rozbiła skorupę i wydłubała miąższ. Fred złapał swój kawałek i natychmiast go połknął. Morskie iguany nie jadają orzechów kokosowych, ale Fredowi nikt o tym nigdy nie powiedział. Selkie miała zamiar wyskoczyć na brzeg, żeby się z nimi przywitać, ale Nim krzyknęła "Idziemy do ciebie!" i dała nura prosto ze skał. Selkie wykonała w tył zwrot i wślizgnęła się pod dziewczynkę - płynęły razem na falach, to je ujeżdżając, to pozwalając, by słona woda zalewała ich ciała. Nim przylgnęła ciasno do Selkie i po chwili poczuła się jak stworzenie, które jest pół lwem morskim, a pół dziewczynką, a całe jest częścią oceanu. Następnie Selkie i Fred wyciągnęli się na skale w promieniach słońca, Nim zaś wróciła do chatki. Nalała do kubka wody ze swojej ulubionej niebieskiej butelki, umyła zęby nad kępką trawy, która wyglądała, jakby nie miała jej zaszkodzić odrobina wilgoci, po czym zajęła się swoimi obowiązkami. Było ich dzisiaj całkiem sporo, ponieważ musiała się również zająć tym, co zwykle robił Jack.
DAWNO TEMU, kiedy Nim była jeszcze niemowlęciem, oprócz Jacka miała również mamę. Jednak pewnego dnia jej mama postanowiła zbadać zawartość brzucha płetWala błękitnego. Był to interesujący eksperyment - od czasów biblijnych nikt się nie odważył na taką eskapadę - a Jack tWierdził, że wszystko jest w porządku i przedsięwzięcie powinno być bezpieczne. I tak było aż do chwili, gdy na miejsce ekseprymentu przybyli Turyści Troppo, aby nakręcić o nim film. Wrzeszcząc wniebogłosy, w szaleńczym tempie okrążali swoją różowo-fioletową łodzią mamę Nim i płetWala. Gdy Jack powiedział im, żeby przestali, wykonali w jego stronę niegrzeczny gest i z całej siły uderzyli łodzią w nos płetWala. Wieloryb spanikował i dał nura w takie głębiny oceanu, że nikt się nigdy nie dowiedział, gdzie i kiedy ponownie wyjrzał na powierzchnię. Mama Nim przepadła na zawsze. Jack zapakował niemowlaka do łodzi i rozpoczął morską podróż dookoła świata, na wypadek gdyby mama Nim wynurzyła się z oceanu w jakimś nieznanym sobie miejscu i nie wiedziała, jak odnaleźć rodzinę. Pewnego dnia, gdy niemowlak podrósł nieco i stał się bardzo małą dziewczynką, Jack natrafił na tę wyspę. Była to najpiękniejsza wyspa na całym świecie. Były tu usiane białymi muszelkami plaże, bladozłoty piasek i spadziste czarne skały, nad którymi zawsze unosiła się tęCZowa mgiełka z rozpryskującej się o nie wody. Stała tutaj również plująca ogniem góra - jej strome zbocza porastała zielona dżungla, a u stóp rozciągały się łąki. Należy też wspomnieć o pełnym słodkiej, doskonałej do picia wody basenie, wodospadzie, po którym można się było ślizgać jak po zjeżdżalni wodnej, oraz o tym, że w dolince pomiędzy pełną białych muszelek plażą i łąką kryło się doskonałe miejsce na chatkę. A wokół tego wszystkiego - od czarnych skał po jednej stronie wyspy aż do białych klifów po drugiej - wił się labirynt rafy koralowej, który pokonać można było jedynie naj mniejszą i najbardziej zwinną łódką. Jack po raz ostami pożeglował do miasta. Wypełnił łódź roślinami, które chciał zasadzić w ogrodzie, oraz sprzętem badawczym, po czym wylądował na wyspie i zbudował na niej chatkę, w której mieli mieszkać tylko on i jego córeczka. Wiedział już, że mama Nim na zawsze została na dnie oceanu. "Jak syrena" - myślała o niej Nim. Zbudował chatkę z drewna, które ocean wyrzucił na brzeg, i z dobrych mocnych gałęzi, pokrył ją dachem z liści palmowych i starannie uklepał ziemię wewnątrz. Umieścił na dachu antenę satelitarną i panel słoneczny, żeby ładować baterie do latarki, telefonu komórkowego i laptopa. Zrobił materace do spania wypełnione szeleszczącymi liśćmi palmowymi, stół i dwa krzesła, biurko, regał na książki i półki na sprzęt badawczy, miseczki ze skorup orzechów kokosowych i talerze z muszli. U stóp Ognistej Góry zasadził ogród, w którym rosły awokado, banany, sałata, pomarańcze, ananasy, truskawki, słodkie ziemniaki, pomidory i bambusy służące do robienia rurek i innych pożytecznych rzeczy. Nadal zajmował się pracą badawczą, a gdy Nim trochę podrosła, dzielnie mu w tym pomagała. Wspólnie odczytywali, co pokazuje barometr; mierzyli, ile deszczu spadło każdego dnia i jak silny wiał wiatr; sprawdzali, jak wysokie były fale przypływu i jak daleko cofało się morze podczas odpływu; a następnie granatowym pisakiem znaczyli pomiary na specjalnym wykresie. Badali rosnące na wyspie rośliny i mieszkające tam zwierzęta. Zakładali ptakom na łapki niebieskie obrączki i katalogowali je, tak aby Jack zapamiętał, kiedy się urodziły i kim byli ich matki i ojcowie (Nim i tak to pamiętała). Czasami Jack pisał artykuły o pogodzie, roślinach i zwierzętach, po czym przesyłał je mailem do magazynów naukowych i na uniwersytety. Od czasu do czasu jacyś ludzie nadsyłali mu pytania. Jack opisywał im tropikalne sztormy, iguany, wodorosty, ale nigdy nie pisał, gdzie się znajduje ich wyspa, aby przypadkiem nie wytropili jej Turyści Troppo, Jack bowiem nienawidził Turystów Troppo bardziej niż węży morskich czy skorpionów. Tylko załoga statku z zaopatrzeniem - który przypływał raz na rok, żeby przywieźć im książki i papier, mąkę i drożdże, gwoździe i tkaniny oraz inne rzeczy, których nie mogli zrobić sami - wiedziała, gdzie mieszkają. Nawiasem mówiąc, statek był za duży, żeby się zmieścić między koralowcami, więc Jack i Nim zawsze wypływali mu naprzeciw i kapitan statku nigdy nie miał okazji zobaczyć, jak piękna jest ich wyspa. Każdego dnia - nieważne, jak bardzo Jack był podekscytowany perspektywą odkrycia nowego gatunku muszli lub motyla - doglądali ogrodu. Podlewali go, jeśli było sucho; plewili chwasty i zbierali to, co już dojrzało. Jack zbudował trójkątną szopę na narzędzia, w której był hak do wieszania bananów oraz maczeta służąca do ich ścinania. Maczeta była ulubionym narzędziem Nim. Po skończeniu prac ogrodowych łowili ryby na obiad i sprawdzali, czy przypływ wyrzucił na plażę drewno, butelki lub jeszcze coś innego. Potem Nim rozpoczynała naukę w szkole. Tak to nazywali, chociaż lekcje nie odbywały się w budynku ani - tym bardziej - przy biurku. Zamiast tego siedzieli po zmroku na plaży i obserwowali gwiazdy oraz wspinali się na klify, aby podglądać ptaki w ich gniazdach. Nim poznawała język delfinów; uczyła się o małych krabach, które wypływają na otwarte morze w łódeczkach ze skorupy orzecha kokosowego; dowiadywała się, jak obserwować chmury i słuchać wiatru. Czasami przez cały dzień rozmawiali w chrząkającym języku lwów morskich, skrzeczącym dialekcie fregat lub szemrzącym narzeczu planktonu. Jack kochał plankton. Nim najbardziej lubiła odmianę, która jasno świeciła nocą w morzu, ale Jack kochał wszystkie gatunki, ponieważ stworzonka wchodzące w jego skład były tak niewielkie, a zarazem tak ważne - żywiły się nimi małe rybki, którymi z kolei żywiły się większe, którymi posilały się największe ryby, więc gdyby nie plankton, na świecie nie byłoby ani jednej ryby. Nim jednak wolała zwierzęta, które można było zobaczyć i które potrafiły się bawić, więc kiedy Jack powiedział, że wypływa na trzy dni, aby zbierać plankton, dziewczynka postanowiła zostać w domu. - Będę do ciebie codziennie dzwonił o zachodzie słońca - obiecał Jack. - Poza tym możesz sprawdzać skrzynkę e-mailową. Jeżeli nie dam znaku życia ani się nie pojawię przez trzy dni, wyślij SOS. Nim jednak wiedziała, że Jackowi nic nieprzyjemnego się nie przydarzy, ponieważ był najlepszym żeglarzem na całym oceanie; a Jack wiedział, że nic niemiłego nie spotka Nim, ponieważ zawsze była przy niej Selkie; Selkie zaś czasami zapominała, że Nim jest silna oraz mądra, i opiekowała się nią jak małym morskim lwiątkiem. Nawet gdy król lwów morskich rozkazywał jej szczeknięciem, aby przyszła i zajęła się łowieniem ryb albo wróciła na noc do swojej rodziny morskiej, Selkie i tak zostawała z Nim.
O Autorkach
WENDY ORR mieszka na farmie w północnej Wiktorii ze swoim psem i resztą rodziny. Urodziła się w Kanadzie, a dorastała w towarzystWie zwierzaków w różnych miejscach w Ameryce Północnej i Francji. Pewnego razu, gdy jej rodzina żeglowała w stronę nowego domu, nawet psy miały na sobie kamizelki ratunkowe, za to świnki morskie musiały zostać w swoich klatkach. Wendy jest autorką kilku obsypanych nagrodami książek dla dzieci i młodzieży.
KERRY MILLARD urodziła się w Kanadzie i dorastała otoczona przeróżnymi zwierzakami, wśród których znalazła się nawet małpka. Później przeprowadziła się do Australii i została weterynarzem. Pewnego dnia Kerry zabrała swojego szalonego psa do szkoły dla psów, gdzie narysowała parę obrazków do szkolnego biuletynu. W ten sposób - zupełnie przez przypadek - została często nagradzaną rysowniczką, ilustratorką i autorką.
O książce (od wydawcy)
Do Alexa Rovera. Drogi Aleksie! Mój ojciec zaginął na morzu, a moją wyspę atakują wrogowie. Potrzebuję twojej pomocy! Nim NA TAJEMNICZEJ WYSPIE wraz z ekscentrycznym ojcem naukowcem mieszka dziewczynka o imieniu Nim. Jej jedynymi przyjaciółmi są egzotyczne zwierzęta – zabawna iguana Fred oraz lew morski o imieniu Selkie – a także słynny podróżnik i autor książek Alex Rover. Kiedy ojciec Nim znika bez śladu, a wyspie grozi niebezpieczeństwo, dziewczynka zwraca się o pomoc do dzielnego Aleksa. Nie wie jednak, że jej bohater jest w rzeczywistości kobietą - lękliwą i nieśmiałą samotniczką, która boi się wystawić nos poza swój wielkomiejski apartament. Teraz, kiedy Alex musi wyruszyć w nieznany świat, który zawsze ją przerażał, a Nim zmuszona jest stawić czoło największemu wyzwaniu w swoim życiu i uratować ukochanego ojca, jedyne na czym będą mogły polegać w trudnych chwilach, to wzajemna przyjaźń i zaufanie.
Pierwsze polskie wydanie powieści Wendy Orr, autorki wielu obsypanych nagrodami książek dla młodych czytelników.
Teraz także na dużym ekranie!

Wendy Orr Wyspa Nim Tłumaczenie: Gabriela Jaworska ISBN: 978-83-7435-811-8 Format: 130x195 mm Oprawa: miękka Ilość stron: 120 http://www.zielona-sowa.com.pl/szczegoly.php?przedm=8372260&grupa_p=5
|