Logowanie



Newsletter




Wiadomość HTML?

logo_dbajki

fabrykabajek_banner_200x100
naglowekrd1
Inne światy, dalekie podróże

felixFelix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia. Rafał Kosik

Wystrzelona przypadkiem rakieta krąży po orbicie okołoziemskiej i wkrótce spadnie na Warszawę. Kto wygra wyścig z czasem? Trójka czternastolatków, naukowcy z Instytutu Badań Nadzwyczajnych czy… Mała Armia?

Rzeczywistość warszawskiego gimnazjum, szalone akcje i wynalazki, odjechany humor i szczypta powagi – to przepis na książkę, którą pokochali młodzi czytelnicy.


Felix, Net i Nika
O serii

Seria książek dla młodzieży "Felix, Net i Nika" autorstwa Rafała Kosika od dwóch lat jest na polskim rynku wydawniczym. W tym czasie, powieści z przygodami trójki warszawskich gimnazjalistów zyskały sobie zarówno ogromną sympatię czytelników (liczne fun cluby i blogi), jak i zostały docenione przez krytyków (dla dwóch pierwszych tomów główna nagroda literacka i tytuł Książki Roku 2005 Polskiej Sekcji IBBY - International Board on Books for Young People, liczne recenzje m.in. w Gazecie Wyborczej, w Rzeczpospolitej, w Nowych Książkach, programach Tadeusza Górnego w TVP3 i Czesława Apiecionka w TVP2).

Powieści Rafała Kosika są mocno osadzone w polskich realiach, bohaterowie - uczniowie gimnazjum - mówią aktualnym, "młodym" językiem, a w kolejnych ich przygodach pojawiają się nie tylko staroświeckie duchy, ale także nowoczesny program sztucznej inteligencji i zwariowane wynalazki. Felix, Net i Nika rozwiązują kolejne zagadki, podróżują w czasie, konstruują przedziwne urządzenia, ale też zderzają się z gimnazjalną rzeczywistością: walczą ze szkolnym gangiem wyłudzającym pieniądze, stykają się z problemem narkotykowym, biorą udział w wyborach do uczniowskiego samorządu.

Książki, mimo szybkiej akcji, niosą za sobą poważniejsze treści. Krytycy podkreślają ich nienachalny dydaktyzm, odwołania do wiedzy, polskiej historii, wartości uniweralnych: przyjaźni, odpowiedzialności i przyzwoitości. Są zarazem bardzo współczesne - nowoczesne technologie, humor i wartka akcja sprawiają, że czytanie ich może być alternatywą dla spędzania czasu przed komputerem i telewizorem.

Seria "Felix, Net I Nika" może także doczekać się wkrótce ekranizacji. W TVP1 miałby powstać oparty na książce serial dla młodych widzów. Na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni Rafał Kosik otrzymał nagrodę w polsko-włoskim konkursie na scenariusz serialu telewizyjnego dla młodych widzów, którego współorganizatorem są m.in. Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Telewizja Polska i Międzynarodowy Festiwal Filmowy dla Dzieci i Młodzieży w Giffoni. Niezależnie od konkursu, Polski Instytut Sztuki Filmowej przyznał projektowi filmu dotację.

Rafał Kosik o sobie

Pisałem od dawna, chociaż głównie do szuflady. Dopiero moje pierwsze opowiadanie, opublikowane w "Nowej Fantastyce", pozwoliło mi zaistnieć w szerokim świecie. Tworzę głównie fantastykę, na pograniczu horroru i kryminału. Odkąd pamiętam, nie chiałem pisać nic innego. Seria "Felix, Net i Nika" też jest mocno zaprawiona tymi trzema gatunkami.

Pisząc, staram się dawać wolną rękę bohaterom - niech decydują, co chcą za chwilę zrobić. Historia ma się toczyć sama, a moim zadaniem jest ją na bieżąco opisywać. W większości przypadków nie znam z góry zakończenia i zbliżając się do niego sam nie mogę się doczekać, jakież to ono będzie. Nie znam też długości opisywanej historii. Moja pierwsza powieść - "Mars", pierwotnie miała być opowiadaniem na trzy strony maszynopisu.

Nie mam ambicji, by zostać rzemieślnikiem, który pisze tylko dla pieniędzy. Gdyby tak miało być, wolałbym się zająć zupełnie czymś innym. Najważniejsze dla mnie jest to, że pisanie sprawia mi przyjemność, i że są ludzie, którzy chcą to czytać.

Jestem notorycznym pracoholikiem, nie wyobrażam sobie dnia spędzonego bezproduktywnie. Co ciekawe, wcale nie przeszkadza mi to w spaniu do południa, jeśli się uda. Ponadto jestem gadżeciarzem. Piszę piórem wiecznym, choć to niepraktyczne. Posiadam wiele tak potrzebnych na co dzień rzeczy jak GPS, opancerzony telefon komórkowy, czy kurtkę goreteksową, w której można wejść na K2. Moje biurko to ekspozycja mało lub zupełnie nieprzydatnych bibelotów. Przywiązuję się do ludzi, miejsc i przedmiotów. Lubię dobrze wykonane rzeczy, w których stworzenie ktoś włożył dużo serca i doświadczenia. Nie lubię jednorazówek, plastikowych kubków, plastikowych długopisów, plastikowych krzesełek, sztucznych futer, skóry ekologicznej. Nie lubię też się zrzeszać, należeć ani uczestniczyć. Nade wszystko jednak nie lubię głupoty.

Lubię za to gotować, pod warunkiem, że nie zostanie to zaliczone do moich stałych obowiązków.

W moich opowiadaniach i powieściach staram się przemycić pozytywne wartości, bo wierzę, że warto przynajmniej próbować uczynić nasz świat nieco lepszym. Nawet jeśli jest to obecnie niezbyt modne.

Więcej informacji, oraz fragmenty opowiadań znajdują się na mojej stronie rafalkosik.com.


Fragmenty

– Na początek sprawdzimy szkolną stołówkę – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem inspektor Ronald Szus. – O tej porze, kiedy wszyscy naraz chcą coś zjeść, najłatwiej o zaniedbania i potknięcia.
– Aha… – Dyrektor magister inżynier Juliusz Stokrotka posłał pytające spojrzenie sekretarce, ale pani Helenka, niezrażona obecnością inspektora, piłowała paznokcie. – To chodźmy.
Stołówka miała być zorganizowana w sali z dużym zapleczem, wyposażonym w umywalkę. Przydatna sprawa przy nowym zastosowaniu.
W milczeniu weszli po schodach. Dyrektor nie chciał dopuszczać do siebie złych przeczuć, co nie było łatwe. Za dobrze wiedział, jak nierozgarnięta jest pani Helenka. Ale właściwie… cóż można źle zrobić przy zamawianiu cateringu do szkoły? Banalna sprawa.
Doszli do sali - tabliczka na drzwiach dumnie informowała, że za nimi znajduje się „Stołówka”. Pierwsze ukłucie niepokoju pojawiło się u dyrektora wraz z zapachem, wydobywającym się zza drzwi. Nie była to woń gotowanych w wielkim garze ziemniaków ani odgrzewanej zupy ogórkowej. Dyrektor położył dłoń na klamce i przełknął ślinę. Coś nie pozwalało mu wykonać kolejnego ruchu.
– Czy możemy? – zachęcił inspektor.
Cóż, trzeba się z tym zmierzyć. Stokrotka wziął głęboki oddech, skinął głową i otworzył drzwi.
– Oto nasza sto… – zaniemówił w pół słowa, kompletnie zaskoczony widokiem, jaki się przed nimi rozciągał. Przełknął ślinę i dokończył – łówka…
Między nakrytymi białymi obrusami stołami krążyli eleganccy kelnerzy. Uczniowie, z serwetami zatkniętymi za kołnierze lub rozłożonymi na kolanach, zamawiali dania z eleganckich kart menu, a przenośna kuchnia, zorganizowana na zapleczu, sprawnie przygotowywała wykwintne posiłki. Świeczki w posrebrzanych lichtarzach wprowadzały w stołówce romantyczny nastrój, kontrastujący z burą aurą za oknami. Kosze sztucznych owoców i kwiaty czyniły wnętrze przytulniejszym. Na długich stołach pod ścianą oczekiwał na gości bar sałatkowy. Był też stojak z winami, ale na szczęście wszystkie butelki pozostały zakorkowane.
– Witam państwa. – Jeden z kelnerów uśmiechnął się szeroko na widok nowych gości. – Życzą sobie państwo stolik dla palących czy niepalących?
– Ha… a… – jęknął dyrektor. Zdołał tylko zamachać rękoma, że niczego nie chcą.
– A, pan dyrektor – zorientował się kelner. – To pan będzie podpisywał fakturę? Świetnie. Może chociaż usiądą państwo na kawę?
– He… e… – wydukał Stokrotka i rozejrzał się po stołówce. Wyglądała raczej jak restauracja w najlepszym hotelu w mieście. Rzut oka na leżący obok drzwi stosik kart menu potwierdził to przypuszczenie. Catering był zamówiony w restauracji jednego z najlepszych warszawskich hoteli.
Przy najbliższym stoliku kelner przyjmował właśnie nowe zamówienie.
– Poproszę kotlet z dzika na borowikach saute i zeszklonej czerwonej cebuli z dodatkiem ziemniaków parisienne – powiedział z miną znawcy Net – a dla koleżanki foie gras z konfiturą figową. Do tego dwa razy cola.
– Ja poproszę hamburgera z frytkami i ketchupem – dodał Felix. – I też colę.
– Co się tak ograniczasz?
– Muszę pomyśleć, a wykwintne dania mnie rozpraszają.
Szus przeglądał menu wystawione przy wejściu i przełykał ślinę. Dyrektor też przeglądał menu, ale całą uwagę skupiał na prawej kolumnie, tej z cenami. Inspektor wciągnął nosem dobiegające z kuchni aromaty. Profesjonalizm wziął jednak górę nad łakomstwem.
– Tak dobrze przygotowanej stołówki jeszcze nie widziałem – oświadczył. – Zaliczone, nawet bez sprawdzania szczegółów. Możemy przejść do sprawy segregacji odpadów?
– Przepraszam na moment. – Dyrektor, cały czerwony na twarzy, poluzował muszkę. Zaczął się wolno wycofywać. – Muszę odbyć krótką rozmowę z moją sekretarką.

Uczta w szkolnej stołówce rozwijała się w najlepsze. Mimo że przerwa się już skończyła, gości wciąż przybywało i prawie wszystkie miejsca były zajęte.
Nika zjadła ostatni kęs i z błogim wyrazem twarzy odsunęła od siebie talerz.
– Nie sądziłam, że coś tak smacznego w ogóle istnieje – powiedziała.
– Nie chciałabyś widzieć, jak są hodowane gęsi, z których robi się ten pasztet – odparł Felix. – Wkłada się im do gardła rurę i wtłacza karmę.
Nika zasłoniła usta dłonią i z przerażeniem spojrzała na pusty talerz.
– Trzeba było wcześniej powiedzieć… Zamówiłabym co innego.
– Spoko – uśmiechnął się Net. – To ja zamówiłem. Jeśli chodzi o sumienie, pójdzie na moje konto.
– Od kwadransa trwa matematyka! – zorientowała się nagle Nika.
– Luz. Zerknijmy na kartę deserów. Kiedy ostatnio byłaś w takiej knajpie?
– Ze dwa wcielenia temu. Ale matma…
– Spójrz lepiej tam. – Net wskazał głową drugi koniec sali. Przy honorowym stole siedziała matematyczka i wpychała w siebie suflet czekoladowy, Eftep dumnie wcinał spaghetti all’amatriciana, nie schylając przy tym głowy. Przy końcu stołu, z nabitym na widelec pulpetem, drzemał profesor Cedynia.
– Plan lekcji nieco się zdezaktualizował – przyznała Nika. – Dobra. Pokaż tę kartę deserów. Wiecie co? Myślę, że ta stołówka to przegięcie. To dość dziwne.
– Jeśli nie dostaniemy na koniec rachunku, to ja nie mam nic przeciwko. – mruknął Net z pełnymi ustami.
Na salę weszli Lucjan z Aurelią. Upewnili się, że Ekierka zabiera się właśnie do kolejnego deseru i poprowadzeni przez kelnera usiedli przy stoliku.
– Nie kłamali – pokiwał głową Lucjan.
– Czy jest comber z sarny? – zapytała Aurelia.
– Przykro mi, nie mamy tego w menu. – Kelner podał dziewczynie kartę, drugą wręczył Lucjanowi.
– Nie ma? – Aurelia uniosła brwi w udawanym zdziwieniu. – W szkolnej stołówce nie ma combra z sarny?
– Bardzo mi przykro. – Kelner był profesjonalistą. – Jeśli ceni pani dziczyznę, polecam szynkę z dzika duszoną w winie z porami i migdałami.
– Dla mnie hamburger i frytki z ketchupem – zadecydował Lucjan bez otwierania menu. – I cola.
– A jest może turnedo’s z polędwicy wołowej? – nie dawała za wygraną Aurelia.
– A może są końskie ogony w sosie paprociowym? – mruknęła pod nosem Nika.
Net parsknął i wypluł trochę tiramisu na Felixowy rękaw.
W stołówce pojawiła się Klaudia. Usiadła przy wolnym stoliku. Obok od razu wyrósł jak spod ziemi kelner. Dziewczyna o coś go zapytała, nie było słychać o co.
– Czy są pyzy? – powiedział teatralnym szeptem Net, udając, że podkłada głos.

felix


Tytuł: Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia
Autor: Rafał Kosik
Wydawca: Powergraph
ISBN: 978-83-61187-07-3
EAN: 9788361187073
Cena: 36,90 zł
Oprawa twarda
Format: 135 x 205
440 stron
Data wydania: 22 maja 2009


Źródło:
http://www.felixnetinika.pl/
http://www.powergraph.pl

 

MIŚ USZATEK

PIOTRUŚ PAN