|

Andrzej Żak. Oliver i niewidzialna wyspa.
Nikt nie wie, skąd się zjawił w miasteczku, ale wszyscy bez wyjątku opisywali go tak: był to mały człowieczek w szpiczastym kapelusiku, w zielonym stroju, ze srebrną trąbką na piersi. Jeśli wierzyć pani First, wślizgnął się do jej mieszkania w Wigilię, kiedy ściemnia się tak szybko, jakby dzień grudniowy wstał tylko po to, by zaraz położyć się spać.
Polecamy do czytania dla dzieci i młodzieży. Andrzej Żak. Oliver i niewidzialna wyspa
Nikt nie wie, skąd się zjawił w miasteczku, ale wszyscy bez wyjątku opisywali go tak: był to mały człowieczek w szpiczastym kapelusiku, w zielonym stroju, ze srebrną trąbką na piersi. Jeśli wierzyć pani First, wślizgnął się do jej mieszkania w Wigilię, kiedy ściemnia się tak szybko, jakby dzień grudniowy wstał tylko po to, by zaraz położyć się spać.
Rozdział I Pocztylion
Nikt nie wie, skąd się zjawił w miasteczku, ale wszyscy bez wyjątku opisywali go tak: był to mały człowieczek w szpiczastym kapelusiku, w zielonym stroju, ze srebrną trąbką na piersi. Jeśli wierzyć pani First, wślizgnął się do jej mieszkania w Wigilię, kiedy ściemnia się tak szybko, jakby dzień grudniowy wstał tylko po to, by zaraz położyć się spać. Pani First drzemała właśnie w fotelu, gdy zbudził ją szelest. Otwarła więc jedno oko, pani First na całej ulicy Smutnej słynęła z tego, że zawsze otwierała najpierw jedno oko, a dopiero po chwili zastanowienia drugie. Tym razem ze zdziwienia otwarła je niemal równocześnie. Przed nią stał wspomniany już mały osobnik w szpiczastym kapeluszu. - Przynoszę dobre wieści! - powiedział z lekkim akcentem obcokrajowca i ukłonem, jakiego nie powstydziłby się dworski szambelan. - Ciekawe, od kogo! ? - burknęła pani First, która miała złote serce, ale głos szorstki jak pumeks czy tarka do ucierania ziemniaków. - Chyba od mojego kota - dodała po chwili zastanowienia. - Nie widziałeś go może? - Nieee - przeciągnął sylaby posłaniec - .. .ale proszę się nie martwić, właśnie spadł śnieg, więc zaraz mu zmarzną łapy i wróci. O, czy to nie on? Krasnolud wskazał palcem okno, gdzie za szybą, na parapecie usadowiła się puszysta szara kula. - Filip! - wrzasnęła pani First, z wysiłkiem podnosząc się z fotela. Podeszła do okna. Uchyliła szparę, pozwalając wcisnąć się kotu i natychmiast je zamknęła. - Brrr, co za zima - sapnęła, jednocześnie zganiając Filipa z fotela. - Więc co tam masz, chłopcze? - zagadnęła jeszcze bardziej szorstkim tonem. Pocztylion skłonił się nisko, sięgnął do małej skórzanej torby i wyłowił z niej najpierw elegancką kopertę i okropnie ostemplowane zawiadomienie. - Madame Amelia First - emerytka! Czy tak? - zapytał uroczystym tonem. - Tak, tak! A któż by inny? - potwierdziła zgryźliwie pani First. - Lecz jeśli to rachunek za coś tam, to nie płacę. Pocztylion potrząsnął głową, aż przekrzywił mu się kapelusz. - Sądząc z treści zawiadomienia, dziś wieczorem przyjeżdża pani wnuk Oliver First. - Krasnolud podał jej zadrukowany świstek papieru. - Olo? A nie Patryk? Czy to pewne!? - Najpewniejsze! - skinął głową pocztylion. - A skąd pan to niby wie? Czytacie cudzą korespondencję? Pocztylion puścił mimo uszu kolejną złośliwość i łagodnym tonem wyjaśnił: - Wiemy wszystko, madame. Nie jesteśmy zwykłą pocztą. - Nie? To znaczy, że bierzecie więcej! Pocztylion z niezmąconym spokojem ponownie potrząsnął głową. - Nie, madame, jeśli ma pani na myśli opłaty, znaczki, doręczenia - mały osobnik zawiesił głos - w tym względzie nasze usługi są bezpłatne! - Czyżby? - wyraziła swoją wątpliwość staruszka. - W takim razie dawaj to drugie i nie nazywaj mnie więcej madame! - Dobrze mad. .. - pocztylion urwał w pół słowa i wręczył jej kopertę. Widniały na niej dwa nazwiska, Amelii First i jej wnuka Olivera. - Więc do kogo w końcu ten list? - burknęła, sięgając po okulary. - Mam go otworzyć? - Oczywiście mad. . ., o ile się nie mylę, jest pani teraz najbliższą krewną i prawną opiekunką Olivera Firsta, a zatem. . . - Dobrze, dobrze - zniecierpliwiła się pani First.Niech się tak nie mądrzy! - Przebiegła szybko wzrokiem treść listu i z jeszcze większą podejrzliwością przyjrzała się pocztylionowi. - Technikum Magii Stosowanej im. Segidiusa Merlina? - Oczywiście, madame, czy coś nie w porządku? Pani First wzięła głębszy oddech i dopiero kiedy jej twarz nabrała koloru dojrzewających śliwek, ze świstem wypuściła powietrze. - Mam rozumieć, że Oliver, mój wnuk, ma się uczyć w szkole magii? - Tak właśnie tam napisano - pocztylion wspiął się na palce i wskazał dłonią na trzymany przez panią First papier - mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko ternu? - Oczywiście, że mam! - wrzasnęła staruszka poirytowana już, bądź co bądź, niecodzienną sytuacją. - Jeżeli gdziekolwiek będzie chodził, to przede wszystkim do normalnej szkoły, a stamtąd prosto do domu! - Och, to nie byłoby zbyt rozsądne - uprzejmie zauważył krasnolud. - Tak utalentowany młodzieniec nie powinien marnować swoich zdolności. Ktoś, kto nie dotykając niczego palcem, zdołał rozstroić instrumenty całej orkiestrze, z pewnością zasługuje na uwagę. Obecny na tym koncercie profesor Saltazar nie potrafił wyjść z podziwu. - Z podziwu? - jęknęła pani First, która poczuła się nagle słabo. - Ten wybryk nazywasz godnym podziwu? - Nie ja - odparł chłodno pocztylion - lecz profesor Saltazar, jeden z największych autorytetów magicznych. - Jest czarodziejem? - Można tak powiedzieć. Dzięki niemu Oliver ma szansę stać się kimś wybitnym. Oczywiście za zgodą łaskawej pani. - Po moim trupie! - pani First krzyknęła tak zapalczywie, że wystraszony kot czmychnął zza fotela na kredens. - To z pewnością nie będzie konieczne - uśmiechnął się dziwny posłaniec. - Och, nie! Nie dość, że zniknął Patryk, jego starszy brat, miałby jeszcze stracić babcię, tak cudowną osobę! ? Pani First połknęła komplement niczym kot muchę i pogroziła pocztylionowi palcem. W jej spojrzeniu nie było już jednak złości. - . . . Więc, wracając do rzeczy - ciągnął dalej pocztylion - jeśli się pani upiera, może chodzić zarówno do jednej, jak i drugiej szkoły. Nauki nigdy za wiele. Pani First ostrożnie kiwnęła głową. - Co prawda, to prawda! Kogo jednak na to stać?! - Słusznie! - przerwał jej pocztylion, na znak szacunku dotykając swego szpiczastego nakrycia głowy. - Jedna szkoła powinna wystarczyć! O ile mi wiadomo, łódź Patryka Firsta znaleziono na oceanie ponad miesiąc temu. Wiemy, że ocalał i że trzeba go szukać na bezludnych wyspach, co z pewnością trochę potrwa. W tym czasie nasze technikum zapewni Oliverowi naukę i wszelką opiekę! - Chcecie pomóc w odnalezieniu Patryka? - Wyjęła mi to pani z ust! - krasnal uśmiechnął się od ucha do ucha i zastygł w oczekującej postawie. - Będzie to wymagało jednak pewnego wysiłku, zdobycia wiedzy i umiejętności. Słowem... Pani First już od dłuższej chwili miała zamęt w głowie. (…)
O książce
Bohaterem powieści jest 14-letni chłopiec, który niespodziewanie dostaje zaproszenie do. Technikum Magii Stosowanej, gdzie wraz ze swoją szaloną babcią Amelią ma przez jakiś czas pobierać nauki. Zdobyte tam umiejętności mają mu pomóc w odnalezieniu zaginionego w innych wymiarach brata, Patryka. Zanim wyruszy na niebezpieczną wyprawę, Oliver musi doskonalić się m.in. w sztuce nawigacji i magii satelitarnej.
Na skutek dramatycznego splotu okoliczności, Oliver wraz ze swym kolegą Pono jest zmuszony wyruszyć na ratunek nieznanemu, zabłąkanemu w czasie i przestrzeni magowi. Posługując się wynalazkiem Sartoriusa, genialnego czarodzieja i specjalisty w zakresie inżynierii magicznej, bohaterowie docierają do leżącej w czwartym wymiarze niewidzialnej wyspy. To dziwne miejsce nie rozwiązuje jednak zagadki związanej z Patrykiem. / Prawda o jego zaginięciu jest znacznie bardziej skomplikowana. (od wydawcy)
O Autorze
Andrzej Żak jest autorem słuchowisk dla dzieci, między innymi cyklu pt. „Dziwny Tydzień”, z którego niebawem powstała seria siedmiu książek. Ich popularność (wydane zostały w milionowym nakładzie) sprawiła, że autor postanowił napisać na ich podstawie scenariusz do przedstawienia teatralnego. Odbyło się ono w Teatrze Ateneum w Katowicach pt. „Gdzie mieszka wiosna” . Sztuki Andrzeja Żaka wystawiane były nie tylko w Katowickim Ateneum, ale również w Warszawie, Kielcach, Olsztynie, Czeskim Cieszynie. Były to między innymi "Skarbnikowy dar”, widowisko kolędowe "Wielka Nowina" z muzyką Bogumiła Pasternaka, " Kalinowy dwór" napisany wspólnie z Jarosławem Czypczarem, oparta na motywach opery Stanisława Moniuszki "Straszny dwór".Andrzej Żak jest autorem widowisk telewizyjnych, takich jak "Władca Czasu" czy "Pierścień czarodzieja". Jest twórcą książek dla dzieci i młodzieży, z których należy wymienić następujące: "Olimpiada zwierząt", "O pięknej kasztelance i inne legendy", "Rycerz króla jegomości. Polskie opowieści rycerskie", "Zbójnickie dukaty", "Zegarowo", "Polskie baśnie i legendy", czy wreszcie trylogia "Władca czasu". Jego książki przekroczyły nakład trzech milionów egzemplarzy, a trylogia fantasy „Władca Czasu" znalazła się na Złotej Liście Fundacji ABCXXI „Cała Polska Czyta Dzieciom".
Napisał m.in.: Książki dla dzieci: Olimpiada zwierząt, Dziwny tydzień, Zegarowo, O pięknej kasztelance i inne legendy, Zbójnickie dukaty, Rycerz króla jegomości, czyli polskie opowieści rycerskie, Polskie baśnie i legendy, Władca Czasu. Wędrówka, Władca Czasu. Archipelag, Władca Czasu. Powrót, Bractwo Szkarłatnych Liter, Oliver i niewidzialna wyspa. Sztuki teatralne: Gdzie mieszka wiosna?, Wielka nowina, Skarbnikowy dar, Królewski jeleń, Kalinowy dwór, Zbójnik i książę, Tezeusz i Ariadna. Widowiska tełewizyjne: Pierścień czarodzieja, Władca czasu Słuchowiska: Jokohama, Jak Janosik przez piekło wędrował Książki dła dorosłych: Palcami dotykam nadziei, Zdrowie za darmo, Zdrowie bez leków, Dziennik zdrowia, Kalendarz zdrowia, Zdążyć przed rakiem.

Oliver i niewidzialna wyspa Andrzej Żak stron: 32 format: 140x205 mm okładka miękka ISBN: 978-83-7183-617-6 Wydawnictwo: Videograf II |