| detektywistyczne i sensacyjne | |||
| sobota, 22 września 2007 19:02 | |||
Bery, Gangster i góra kłopotów, M. Strękowska-Zaremba. A teraz pora opowiedzieć o podlewaniu, bo pewnie się niecierpliwicie. To było tak: Wojtek przyniósł nawóz w płynie do podlewania kwiatów i zmieszaliśmy go z płynem na porost włosów, którym Adam, mój brat, smarował brodę, żeby mu wreszcie wyrosła. — Podlejemy moją siostrę — zaproponował Wojtek. — Jeśli ona urośnie, to i my urośniemy. A jeżeli jej zaszkodzi i na przykład zmaleje, to wymyślimy inny sposób. Poprosiliśmy tatę, żeby zaprowadził nas do dziadka Andrzeja, bo pod jego balkonem musiała przechodzić Aśka, gdy będzie wracała od koleżanki.
Na osiedlu pojawia się gangster. Bohaterowie opowieści: dwóch sympatycznych chłopców Kuba i Wojtek postanawiają go złapać na gorącym uczynku. Nie do końca jednak udaje im się zrealizować swoje zamiary. Bery, gangster i góra kłopotów to zabawna opowieść o bardzo ważnych sprawach: o kłopotach w szkole i w domu, o ucieczce z domu i o dotrzymywaniu danego słowa, a także o wścibskich dziewczynach, których - "nie można lubić!". Rozdział pierwszy - fragment A teraz pora opowiedzieć o podlewaniu, bo pewnie się niecierpliwicie. To było tak: Wojtek przyniósł nawóz w płynie do podlewania kwiatów i zmieszaliśmy go z płynem na porost włosów, którym Adam, mój brat, smarował brodę, żeby mu wreszcie wyrosła. — Podlejemy moją siostrę — zaproponował Wojtek. — Jeśli ona urośnie, to i my urośniemy. A jeżeli jej zaszkodzi i na przykład zmaleje, to wymyślimy inny sposób. Poprosiliśmy tatę, żeby zaprowadził nas do dziadka Andrzeja, bo pod jego balkonem musiała przechodzić Aśka, gdy będzie wracała od koleżanki. — Co tam, chłopcy, na mieście? — spytał dziadek, nie odrywając oczu od pasjansa, którego układał chyba od stu lat. Ile razy do niego zachodzę, wciąż przekłada te same karty. — Nic, dziadku, cisza. — To chwała Bogu! — westchnął dziadek. Wojtek szturchnął mnie w bok. — Idzie! Wbiegliśmy na balkon. Spojrzałem w dół. Zamiast iść jak należy, Aś- Trudno będzie w nią trafić — pomyślałem. — Celuj w czubek głowy, inaczej płyn nie podziała — powiedział z przekonaniem Wojtek. Pełen nadziei, przechyliłem butelkę do góry dnem. Zabulgotało i… cały płyn do podlewania dzieci wyciekł na siwą głowę staruszka, który właśnie w tym momencie wychylił się z balkonu na parterze. — Panie święty! — zawołał. Nie wiem, czy jeszcze coś dodał, bo wpadliśmy z Wojtkiem do pokoju — Chodźcie tu, nicponie!
Bery, Gangster i góra kłopotów Autor: M. Strękowska-Zaremba
|


