Logowanie



Newsletter




Wiadomość HTML?

logo_dbajki

fabrykabajek_banner_200x100
naglowekrd1
detektywistyczne i sensacyjne
niedziela, 27 lipca 2008 09:53

Wycieczka na cmentarz. Instrukcja łamania kości. M. Strękowska-Zaremba: Wakacje z krową, czołgiem i przestępcą – fragmenty ksiązki.

Wakacje zaczęły się wesoło, od wyprawy na cmentarz. Nikt nie umarł, więc naprawdę było wesoło. Dziadek Andrzej chciał wybrać sobie "miejsce na wieczne odpoczywanie" i wziął mnie ze sobą, żebym mu w tym doradził.

Wycieczka na cmentarz

Wakacje zaczęły się wesoło, od wyprawy na cmentarz. Nikt nie umarł, więc naprawdę było wesoło. Dziadek Andrzej chciał wybrać sobie "miejsce na wieczne odpoczywanie" i wziął mnie ze sobą, żebym mu w tym doradził.
Wojtek, mój najlepszy przyjaciel, też z nami poszedł, bo zazwyczaj wszędzie chodzimy razem.
Nawet mi do głowy nie przyszło, że z powodu tej wyprawy dziadek ściągnie na mnie i na Wojtka masę kłopotów. Ale nie mam do niego pretensji, nie mógł wiedzieć, co będzie potem. Nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości, nawet Wojtek, chociaż ma wyobrażnię wielką jak ocean.
O kłopotach opowiem wam jednak póżniej, bo nie powinienem zaczynać od środka, tylko od początku, no nie?
No więc wybraliśmy się na cmentarz. Oczywiście nie powiedzieliśmy o tym siostrze Wojtka, Aśce, ani jej koleżance Milenie. One zbyt często nas pouczają, a wakacje to pora na zabawę, a nie na słuchanie, jak się ktoś wymądrza.
- Najlepiej byłoby leżeć na górce, bo tam mniej wilgoci, i drzewko jakieś by się przydało - mówił dziadek Andrzej, rozglądając się po cmentarzu.
- Dziadku, po co ci drzewko przy grobie? - spytałem.
- Żeby było zielono, żeby szumiało mi różne melodie...
- Puszczę ci CD.
- Et, pewnie nie będziesz miał czasu, aby do mnie przychodzić - westchnął dziadek.
- W wakacje jest dużo czasu, przyjdę... Dziadku, ale jeszcze nie umiesz, co? - Chciałem się upewnić, że to szukanie miejsca na grób jest tylko na niby.
- Nie, nie, tylko mądrze się przygotowuję do ostatniej podróży. Jak wszystko będzie załatwione, to zacznę żyć, że hej!
- Zabalujesz? Hi, hi! - stłumiłem śmiech, bo jakaś pani aż obejrzała się l mną. A ja tylko wyobraziłem sobie dziadka, który pędzi dwieście kilometrów na godzinę jakąś odrzutową hondą bez tłumika, wysiada przed dyskoteką i baluje do rana. No sami powiedzcie, czy to nie śmieszne?
- Wiesz co, ja już wiem, po co dziadkowi Andrzejowi to "miejsce na wieczne odpoczywanie". - Wojtek dał mi znak, bym zwolnił. - On chce na nim zarobić!
- wyszeptał.
- Zgłupiałeś?! - Nie mogłem pojąć, co Wojtek ma na myśli.
- Nie rozumiesz?! Kupi najlepszą działkę na górce, a potem odsprzedają z zyskiem. Myślisz, że tylko dziadek chciałby leżeć na górce pod drzewkiem? Na pewno takich jest więcej.
Z wrażenia chyba otworzyłem buzię.
- Jeśli postawi pomnik na działce, to sprzeda ją z wyposażeniem i zarobi jeszcze więcej. Mama handluje takimi mieszkaniami: z wyposażeniem i bez wyposażenia, ale te z wyposażeniem są droższe! - przekonywał Wojtek.
Zerknąłem na dziadka, który z uwagą czytał napisy na pomnikach. Czasami mówił, że zagra na giełdzie, żeby nosić w portfelu coś więcej niż powietrze, jednak nie przypuszczałem, że wpadnie na jeszcze lepszy pomysł.
Postanowiłem jak najszybciej opowiedzieć rodzicom o pobycie na cmentarzu. Ucieszą się, że dziadek będzie miał pełny portfel.
Gdybym wiedział, jakie nieszczęście z tego wyniknie, to zacisnąłbym usta i nie pisnął ani słowa. Zmarnowałem sobie wakacje przez gadulstwo.
Aż mi siebie żal...

Instrukcja łamania kości

Na wakacje to się jeździ za granicę, do jakiegoś Rzymu, Paryża albo przynajmniej do Krakowa czy Gdańska, a nie na wieś. Gdzie to jest?! To Ulnowo, Uklewo, Uniewo, Ufoludkowo czy jakoś tam!
- Za siedmioma górami, za ośmioma rzekami, gdzie wszystko jest inne niż u nas. Domy stoją tam na głowie, a na łąkach pasą się dinozaury. - Aśka specjalnie chciała mnie rozzłościć, bo ona, w odróżnieniu od Wojtka, lubi być złośliwa.
- Mamo, litości - poprosiłem, ale nikt się nade mną nie ulitował. Ani mama, ani tata, ani dziadek Andrzej. Zresztą on już wie, że jedzie ze mną, więc lituje się nad sobą. Właściwie nie ma nic przeciwko pobytowi na wsi, ale nie lubi wyjeżdżać. Nie ucieszyłby się nawet z wyjazdu do Ameryki.
Przyrósł do swego pokoju jak drzewo do ziemi - tak mówi.
Po co on robił to pranie? Chyba tylko dlatego, żeby mi zepsuć wakacje!
Obraziłem się na wszystkich. Nie będę jadł! Nie będę się mył! I nie będę oglądał telewizji!
Cały wieczór przesiedziałem za fotelem i głodny, brudny i rozżalony poszedłem spać. Rodzice nic nie mówili, tylko mama trochę powzdychała.
Gdybym nie miał cioci Agnieszki, to nie musiałbym wyjeżdżać na wieś.
Ciocia też jest przeciwko mnie - myślałem sobie. - Ona prowadzi gospodarstwo agroturystyczne i ma dużo pokoi, właśnie dlatego nieszczęście dotknęło także Wojtka.
Następnego dnia, po obiedzie, mama prawie wbiegła do domu.
- Wszystko ustalone! Może będę żałować, ale do cioci Agnieszki jedziesz z Wojtkiem i Asią! Zrobiłam, co mogłam, abyś był zadowolony!
- wysapała. ~ Pewnie chciała usłyszeć: "Hura!", ale nie usłyszała. Po co mi Wojtek, jeśli i tak nie jadę na kolonie.
No i po co nam jeszcze ta Aśka?!
- Dlaczego muszę jechać na wieś? - pytałem i pytałem, otrzymałem kilka odpowiedzi, ale żadna mnie nie przekonała. Adam będzie miał prawdziwe wakacje, a ja nie. Może rodzice bardziej go kochają? - taka myśl przyszła mi do głowy, jednak zaraz sobie poszła.
Gdyby chociaż dziadek się zbuntował, ale na niego nie można liczyć.
Wpędził mnie w kłopoty, a teraz milczy.
- Wojtek, zrób coś, żebyśmy nie wyjechali - poprosiłem.
Nie musiałem nawet prosić. Gdy Wojtek usłyszał od swojej mamy, że na wsi "w żadnym wypadku!" nie wolno mu oglądać telewizji, natychmiast zaczął szukać sposobu, aby tam nie jechać.
Wojtek i Aśka nie mają w domu ani dziadków, ani taty, ani żadnego zwierzaka, więc czas spędzają z telewizorem. Wojtek przyrósł do niego jak mój dziadek do swego pokoju. Nic dziwnego, że dałby się poszatkować, żeby nie rozstawać się z telewizorem. Ja zgodziłbym się na to samo, aby nie wyjeżdżać na wieś. Zrozumieliśmy, że mamy ten sam cel: musimy coś zrobić, by zostać w domu. Lepsze już lato w mieście niż nudna wieś, i to bez telewizora!
Aśka, chyba na złość Wojtkowi, cieszyła się, że wyjeżdża. Przeczytała Baśnie o diabłach polskich i od tego czasu wszędzie szukała diabłów.
Uważała, że na wsi diabłów jest zatrzęsienie. Ona jest dziwna do kosmicznego kwadratu. Sami niedługo się o tym przekonacie.
- Zachorujmy! Złamiemy nogę albo najemy się lodów - zaproponował Wojtek.
Najedliśmy się. Wydałem na lody całe oszczędności, i nic. Choroba nie przychodzi na zawołanie. Nogę też nie wiadomo jak złamać, w żadnej książce o tym nie napisali. W internecie radzą, jak złożyć złamaną nogę i jak dbać o stopy, ale nam to po co?
Wreszcie Wojtek zdecydował, że musimy zarazić się jakąś chorobą.
- Dziadku, na co opłaci się zachorować? - spytałem.
- Płacą za chorowanie?! To ja zostanę milionerem - odparł dziadek Andrzej.
- Nam chodzi o taką chorobę, no... chorobę, która zwala z nóg - wyjaśnił Wojtek.
- Choroba, która zwala z nóg? Moim zdaniem to głupota. - Dziadek nawet się nie uśmiechnął. Coraz trudniej się z nim dogadać. Mama kupiła mu takie reklamowane witaminy, które odmładzają, ale nie pomogły. Zresztą, w szkole mówią, żeby nie wierzyć reklamie, tylko że mama już nie chodzi do szkoły, i tak to jest.
- To musi być choroba, w czasie której nie wolno wychodzić z domu, ale można leżeć w łóżku przed telewizorem i jeść chipsy - cierpliwie tłumaczył Wojtek.
- Jakaś zakaźna, w waszym wieku to może ospa albo świnka... - Dziadek wreszcie oderwał oczy od pasjansa i chyba zaczął myśleć. - Świnka będzie lepsza i nawet opłaci się ją przechorować w dzieciństwie.
Gdybym wiedział, dokąd nas ta świnka doprowadzi, to od razu wybrałbym się na wieś, choćby na piechotę.

O książce

Dwaj najlepsi przyjaciele, Kuba i Wojtek, bardzo się starają, aby nie spędzić wakacji na wsi. Nie znają wsi, więc uważają, że musi tam być wyjątkowo nudno. Niestety, wyjazd dochodzi do skutku. Może gdyby rodzice wiedzieli, że za dziećmi podąży przestępca, nie wysyłaliby ich z domu. Rodzice jednak nie potrafią wszystkiego przewidzieć. I bardzo bobrze. Dzięki temu nasi bohaterowie przeżyją mnóstwo zabawnych, niezwykłych i przerażających przygód.

"Wakacje z krową, czołgiem i przestępcą" są również opowieścią o bardzo ważnych sprawach: o starości, o samotności, o lęku przed brakiem miłości, o przyjaźni, a także "o tej całej Aśce, której nie można lubić, ale lubić trzeba.

O matko!".

Małgorzata Strękowska-Zaremba (źródło: www.naszaksiegarnia.pl)

Wakacje z krową, czołgiem i przestępcą
Autor: M. Strękowska-Zaremba
rok wydania:2008
ilość stron:136
rodzaj wydania: oprawa twarda
format:160x157 mm
kategoria wiekowa:7+
numer ISBN:978-83-10-11445-7
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kontynuacja nagradzanej książki "Bery, gangster i góra kłopotów".

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

MIŚ USZATEK

PIOTRUŚ PAN