| Książki - Dla Dzieci |
|
Już na pierwszych stronach książki poznajemy Frediego - chomika syryjskiego, który wyróżnia się spośród innych osobowością i inteligencją. Przy okazji dowiadujemy się, że chomiki lubią niezależność, potrzebują samotności a ich najlepszym przysmakiem jest mącznik. Fredi poznaje przyjaciół, najpierw 6-letnią Zosię, która okazuje się dziewczynką z niezwykłym wyczuciem w stosunku do domowych zwierząt i ich wymagań. Już na pierwszych stronach książki poznajemy Frediego - chomika syryjskiego, który wyróżnia się spośród innych osobowością i inteligencją. Przy okazji dowiadujemy się, że chomiki lubią niezależność, potrzebują samotności a ich najlepszym przysmakiem jest mącznik.
Chomik to też człowiek To, co nastąpiło, było najgorszą godziną w moim życiu. Zaczęło się całkiem niewinnie, a nawet przyjemnie. Zostałem zamknięty w niedużym pudełku. Niby my, chomiki, lubimy takie norki, ale ta poruszyła się. Najpierw lekko, a potem tak okropnie, że mój zmysł równowagi nie dał rady. Trzęsło mną okropnie i zrobiło mi się niedobrze. Dziś wiem, że przewożono mnie autem. Wtedy słyszałem tyko straszny hałas, byłem nieszczęśliwy i chory ze strachu Nie wiem kiedy, dla mnie trwało to całą wieczność, ustał hałas, a potem trzęsienie. Moja norka uniosła się, znowu chwilę nią huśtało, a potem znowu przestało. Wtedy usłyszałem, jak wąs zawołał: - Zosiu! Mam coś dla ciebie! - A co, tatku? - To on, głos mojej przyszłej pani. Ale, serio, nie obchodziło mnie to. Byłem zbyt zajęty koncentrowaniem się na tym, żeby nie zwymiotować do norki. - Trzymaj - usłyszałem wąsa. - Sama zobacz. Ale ostrożnie. - Oh tatuś! Czy to może…? - Zosia zamilkła, a wieko mojej norki otworzyło się. Tam siedziałem ja. Spłaszczony jak karaluch, mrugający w stronę światła jak niedorozwinięta umysłowo fretka. - Chomik syryjski! Tatuś! Ależ on słodki! – wykrzyknęła córka wąsacza. Nie wysilaj się dziewczynko. Akurat wiem, jak w tym momencie wyglądam. - Mamuś, chodź! Zobacz! Wciąż byłem oślepiony, ale stopniowo odzyskiwałem wzrok. Był wąs. Obok niego stała Zosia. Wydawała się miła. Blondynka, pachniała świeżymi ziarnkami słonecznika, jakoś tak zdrowo. A mi było niedobrze! Potem wyłonił się ktoś nowy. Też blond, ale dużo większy od Zosi. I nie pachnący świeżym słonecznikiem, raczej delikatną lawendą z nutką cierpkiej trybuli. - Mamuś, patrz! Mój chomik – poinformowała Zosia. Mamusia pochyliła się nade mną a zapach cierpkiej trybuli wzmógł się. - Hm…Nie wygląda mi na zdrowego. Chyba jest chory – orzekła na pierwszy rzut oka. Bingo, mamusiu. - Grzegorz, jesteś pewny, że cię nie oszukali? – spytała mama. - Jestem przekonany, że nie - powiedział wąs, który - jak się okazało - na imię ma Grzegorz. - W sklepie chłopak był w świetnej formie. - Ten tutaj najwyraźniej nie jest - powiedziała mama. - Wiecie, że i tak zawsze mam jakieś ale. Ale w żadnym wypadku nie będę ryzykowała, że jakieś zwierzę przywlecze tu choroby. Powinieneś go odnieść, Grzegorz – oznajmiła spokojnie. - Nie, mamo! - zawołała Zosia. - Choroby przywlecze? Luizo, proszę cię – zirytował się Grzegorz. – Zwierzak wkrótce dojdzie do siebie. Odbiła się na nim jazda samochodem. To akurat ty powinnaś najlepiej rozumieć. Tobie też w samochodzie robi się niedobrze – przypomniał. Brawo, Grzegorz, dowal jej! - To z pewnością coś innego – ale proszę! Róbcie, co chcecie. Tylko powiem wam jedno: jeśli to zwierzę, najpóźniej do jutra, nie będzie zdrowe i rześkie, nalegam, by je odnieść – nie dawała za wygraną mama. - Coś się wymyśli – skwitował krótko wąsacz. Zosia nic nie mówiła. Wzięła mnie w dłonie, z których powstała przytulna norka (zrobiła to dokładnie tak, jak należy), zaniosła mnie do klatki i postawiła. - Śpij sobie – szepnęła. Nic więcej. Nie gadała, nie chciała się bawić, tylko zostawiła mnie w spokoju. Niezwykła dziewczynka. Czułem się słabo i w ogóle nie miałem sił. Zrezygnowałem więc póki co z inspekcji klatki. Znalazłem norkę i zwinąłem się w kłębek. Chciałem sobie wszystko dokładnie przemyśleć. Ale po głowie chodziła mi jedna myśl: Grzegorz i Zosia okay, ale mama – ojoj! Prosta myśl, ale trafna, o czym miałem się wkrótce przekonać. Tymczasem zasnąłem.
© 1998 Beltz Verlag, Weinheim und Basel
Fredi. Dzikie życie chomika. |



