|
Książka o fotografowaniu dzieci Wśród pieczołowicie przechowywanych, starych rodzinnych pamiątek znajdują się najczęściej liczne zdjęcia, a wśród nich fotografie o wyjątkowym znaczeniu, intrygujące w sposób szczególny.
Fotografowanie dzieci. Fragmenty ksiązki Andrzeja A. Mroczek pt. Książka o fotografowaniu dzieci
Wśród pieczołowicie przechowywanych, starych rodzinnych pamiątek znajdują się najczęściej liczne zdjęcia, a wśród nich fotografie o wyjątkowym znaczeniu, intrygujące w sposób szczególny. Na przykład pożółkłe z upływem lat zdjęcie leżącego na brzuszku naguska, który z trudem podnosi główkę - toż to nie kto inny jak ważąca wówczas dopiero kilkanaście funtów nasza kochana babcia, a dla naszych dzieci prababcia; to trochę zaś uszkodzone zdjęcie dziecka w długiej sukience to nie ktoś obcy, ale we własnej osobie... nasz dziadek. Dowody na to, że nasza mama, kiedy była maleńka i nie miała więcej niż sześćdziesiąt centymetrów długości, albo jak wyglądał nasz zawsze duży tato, wtedy kiedy zaczynał dopiero raczkować, znajdujemy na tych starych fotografiach. Fotografowanie małych dzieci nie jest modą ostatnich lat. Różnica między dawnymi dobrymi czasy a teraźniejszością jest tylko taka, że drzewiej cała familia udawała się do cieszącego się nienaganną reputacją fotoatelier, gdzie doświadczała misterium uwiecznienia na szklanej kliszy, a teraz zdjęcie noworodka zostaje zrobione już w dniu narodzenia, w szpitalu, przez zaprzyjaźnionego z pielęgniarkami oddziału położniczego fotografa, albo nawet jeszcze wcześniej, przez samego ojca towarzyszącego żonie przy porodzie. Potem, już w domu rodzinnym, rozpoczyna się polowanie z aparatem fotograficznym na pierwsze uśmiechy, na każdą zabawną minkę dziecka; powstają pamiątkowe zdjęcia wykonane podczas karmienia i kąpieli, w łóżeczku, w wózku, w domu i na spacerze. Rozmaitość ujęć możliwych do wykonania w pierwszych miesiącach życia dziecka jest jednak ograniczona. Dziecko śpi, przytulone do matki, ssie pokarm lub grymasi i krzyczy; leży opatulone lub demonstruje swoje wdzięki w czasie kąpieli; jest noszone na rękach przez rozpromienioną, mimo zmęczenia, matkę, dumnego ojca, uszczęśliwione babcie, dziadków, zazdrosne ciocie... W takiej sytuacji fotoamator z ambicjami może zadać sobie pytanie: Czy te pospolite, doświadczane powszechnie sytuacje umożliwiają pokonanie bariery oddzielającej zdjęcia pamiątkowe, interesujące tak naprawdę wyłącznie rodziców dziecka i najbliższą rodzinę, od fotografii zdolnych przyciągnąć uwagę osób postronnych? Uprzedzić odpowiedź można też pytaniem, zresztą nie jednym: A dlaczego miałyby uniemożliwić? Czy dlatego że uważamy, iż zdjęcie, aby mogło zostać dostrzeżone w masie innych, musi zawierać element zaskoczenia, przedstawiać jakieś niezwykłe zdarzenie, zadziwiać czymś nieoczekiwanym, wręcz szokować? A co nami może jeszcze wstrząsnąć, skoro nie szokują już nawet zdjęcia dzieci z głodującej Afryki? Pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć, jest nieco inne, osobiste: Czy ja potrafię w tych pospolitych, doświadczanych powszechnie sytuacjach zrobić fotografie, które mogą zainteresować nie tylko rodziców? Chciałbym przekonać czytelników, że odpowiedź może brzmieć: Tak! Trzeba tylko na to wszystko, co dla większości ludzi nie jest niczym nadzwyczajnym, popatrzeć inaczej, niż widzą to oni, zobaczyć to, czego nie dostrzegają, sfotografować w sposób, w jaki oni nie potrafią sfotografować - tylko tyle. I aż tyle. Nie należy poddawać się zniechęceniu - sukcesy nie przychodzą ani od razu, ani bez wysiłku. Warto też zawsze pamiętać, że tylko bardzo nieliczne fotografie wykonywane przez powszechnie uznanych i utytułowanych artystów są odkrywcze, wspaniałe, jeszcze mniej jest takich, które godne są uznania za dzieła sztuki. Większość to prace dobre, interesująco skomponowane, rzetelnie wykonane. Archiwa fotografików zawierają dziesiątki tysięcy negatywów, a ile zdjęć jest znanych, przytaczanych w publikacjach jako dokonania artystyczne? Często kilkanaście, czasem znacznie mniej. Skoro tak, to nie należy oczekiwać, że najbardziej nawet ambitnemu fotoamatorowi uda się odwrócić proporcje między zdjęciami tylko udanymi a fotografiami interesującymi czy wręcz świetnymi. Może mu się jednak udać wskoczyć na podium. Fotografia artystyczna jest bowiem sztuką demokratyczną, może ją uprawiać każdy, kto ma talent i chce go wykorzystać, jest pracowity i potrafi opanować fotograficzne rzemiosło. Droga do tego może być rozmaita, ale nawet studia na wyższej uczelni fotograficznej talentu nie zastąpią. Jednak najważniejsze w amatorskim fotografowaniu jest to, żeby zdjęcia rodzinne, najczęściej wykonywane fotografie dzieci, były tematycznie interesujące, a kompozycyjnie i technicznie poprawne. Wszyscy potrzebujemy dobrych fotografii pamiątkowych, które przypomną nam i naszym najbliższym radosne zdarzenia z przeszłości, fotografii, na których nasze dzieci czy wnuki zobaczą siebie w swoich pierwszych miesiącach życia, zobaczą to, czego pamiętać nie mogą: moment swojego chrztu, uśmiech, którym obdarowywały wszystkich, swoje raczkowanie, pierwsze nieporadne kroki... Jak dziwne uczucia wywołują takie fotografie, najlepiej sprawdzić, oglądając samego siebie na zdjęciach wykonanych na początku naszego życia, późniejsze, przywołują wspomnienia z dzieciństwa, inne jeszcze są katalizatorem ożywiającym wygasłe emocje, umożliwiającym intymny kontakt z bliskimi osobami, są materialną więzią z przeszłością. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że fotografie wykonane teraz będą grały swoją rolę w przyszłości. Robimy je nie tylko dla siebie, pozostawimy je naszym dzieciom i dzieciom naszych dzieci. Będą one jednak nie tylko wizerunkami osób czy dokumentem radosnych lub ważnych zdarzeń - będą jednocześnie świadczyć o nas, o tych, którzy fotografowali. Nie bez przyczyny mówi się często, że z każdej fotografii można dowiedzieć się czegoś o przedstawionej osobie, ale zawsze bardzo dużo o tym, kto fotografię wykonał. Fotografia perfekcyjna pod każdym względem i taka, której wielu niezbędnych przymiotów brakuje, to nie tylko dwa różne przedmioty, ale także dwa różne świadectwa o ich wykonawcach, dowody ich stosunku do fotografowanej osoby. Jeśli porównać je do kwiatów, jakimi się kogoś obdarowuje, to ta nieudana fotografia może mieć symboliczną wartość kwiatów byle jakich, połamanych, zwiędłych lub sztucznych. Moje poprzednie publikacje: wydawana jeszcze w latach osiemdziesiątych książka O fotografowaniu oraz jej niedawna kontynuacja Książka o fotografowaniu, pisane były z myślą o zaawansowanych fotoamatorach. Tą książką chciałbym zainteresować przede wszystkim szczęśliwych rodziców i uszczęśliwionych wnukami dziadków, ale mam nadzieję, że będzie również pożyteczna dla wielu innych osób rozpoczynających dopiero przygodę z fotografią. Każdy, kto pobieżnie przekartkuje tę książkę i rzuci tylko okiem na fotografie, domyśli się od razu: autorowi urodził się wnuczek. To prawda. Zauroczony ukochanym Wiktorem, zacząłem go fotografować przy każdej nadarzającej się okazji, a niedługo potem mogłem robić zdjęcia także jego młodszego braciszka Mateuszka. Później zaś narodził się pomysł, aby napisać książkę, podzielić się w niej nie tylko doświadczeniami fotografa, ale także tą szczególną fascynacją dziadków, którzy na punkcie swoich wnuków dostali potężnego hopla z przerzutką. Co to takiego i jak działa, nikt nie będzie wiedział, póki sam nie zostanie dziadkiem. Albo babcią. Ale trzeba na to, jak powiadają szczęśliwcy majętni w wiele wnuczek i wnuków, najpierw zapracować, samemu mieć i wychować dzieci. Mam nadzieję, że ta książka, zachęcając jednych do wysiłku i lepszego fotografowania, ośmieli także ambitnych fotoamatorów do tworzenia fotografii o walorach artystycznych. Gdy jakiś czas temu dokonano przełomowego odkrycia, że naj zdrowszym sposobem odżywiania niemowląt jest karmienie mlekiem matki, przeprowadzono we Włoszech narodową reedukację. Na gigantycznych billboardach rozmieszczono fotografie ukazujące w wielkim zbliżeniu szczęśliwe bambino obejmujące rączkami pierś matki. Fotografię taką mógłby wykonać każdy ojciec, zapalony fotoamator. Gdy dziecko ma kilka miesięcy i zaczyna siadać, a potem raczkować, wstawać, chodzić, mówić, liczba sytuacji do fotografowania rośnie lawinowo i nie sposób się powstrzymać przed uwiecznianiem ich na zdjęciach. Każdy to wie: nigdy później dziecko nie będzie z tak zachwycającą radością zdobywało nowej sprawności. Nigdy też później nie da nam tak wielu wzruszeń, a fotoamatorom okazji do zachowywania tych uczuć w fotograficznych obrazach. Zdjęcia wykonywane przez dłuższy czas pozwalają unaocznić zmiany wizerunku fotografowanej osoby, poczynając od buźki maleńkiego gapcia, do pięknej twarzy dorastającej panny lub kawalera. Dlatego oprócz fotografii głównych bohaterów: Wiktora i Mateuszka, wyposażyłem tę książkę w zdjęcia ich ojca Kajetana - publikuję je w wersjach czarno-białych i, choć nie to jest celem ich publikacji, pokazują one także różnice w sytuacji dziecka urodzonego w drugiej połowie lat sześćdziesiątych i tych, które stały się szczęściem rodziców w ostatnim czasie. Kto ma oczy, ten zobaczy różnice, kto zapomniał lub nie może wiedzieć, jak było, temu dedykuję fotografię Książę i żebrak. Ma ona swoją krótką historię: została zakwalifikowana na wystawę amatorskiej fotografii artystycznej, ale nikt jej nie zobaczył, bo przed otwarciem wystawy została zdjęta przez cenzora. W książce część ilustracji stanowią zdjęcia dzieci znajomych oraz zainteresowanych tą publikacją, którym za możliwość ich wykonania i zamieszczenia serdecznie dziękuję. Dziękuję także Oli i Kajetanowi, synowej i synowi, za udostępnienie wykonanych przez nich fotografii, które książkę znakomicie wzbogaciły. Nikt, poza samymi rodzicami, nie jest w stanie wykonać takich zdjęć. Szczególne podziękowania składam mojej żonie Krystynie za celne uwagi dotyczące wielu fotografii, za trud pierwszej adiustacji tekstu i wyrozumiałość. Andrzej A. Mroczek
Książka o fotografowaniu dzieci
Wszystkie fotografie opatrzone są komentarzami: jedne mają ułatwić fotografowanie, a inne przestrzec przed błędami. Zadowolą zarówno tych, którzy poszukują porad technicznych, jak i wszystkich interesujących się sztuką kompozycji oraz fotografią artystyczną. Czytając tę książkę, poczujesz otwierające się przed tobą nowe możliwości - uwiedzie cię sztuka fotografii - i o to autorowi chodzi. Dzięki niej odkryjesz możliwości drzemiące w twoim aparacie i uwiecznisz najpiękniejsze chwile z życia swojego dziecka. (od wydawcy) |



